DRUGA OBRONA HANACZOWA
Ludność Hanaczowa ,mimo tak tragicznych i przerażających skutków napadu banderowców,nie załamała się ,zdając sobie sprawę że tylko dalsza walka 
może ją uratować od zagłady .Uświadomiła sobie przy tym ,że banderowcy w każdej chwili mogą ponowić napad.Przystąpiono więc do kopania rowów 
strzeleckich dookoła "trójkąta obronnego",budowy umocnień na drzwiach i oknach kościoła ,oraz innych budynkach znajdujących się w "trójkącie 
obronnym".Na okna zakładano siatki drucianne ,układano worki z piaskiem.Również zabiezpieczono wejścia do trzech dużych bunkrów ,znajdujących sie na 
terenie "trójkata obronnego".
Por."Andrzej " zaproponował zmiany w planie obrony ,przez wysunięcie pierwszej lini obrony na przedpole "trójkata obronnego",przyczym teren miał byc 
dokładnie oczyszczony z budynków i drzew,aby uniemożliwic banderowcom niepostrzeżone podejście w jego pobliże.
W tym samym czasie zmieniono również dowództwo Oddziału Leśnego 10 lutego 1944 roku objął je dotychczasowy komendant Obwodu Bóbrka por.Paweł 
Jastrzębski .Major Anatol Sawicki podziękował "Głogowi" za dotychczasowe dowództwo Oddziału Leśnego ,mianując go komendantem obrony 
dwutysięcznej ludności Hanaczowa ,Hanaczówki i Kopania.
Od połowy marca 1944r.banderowcy z sąsiednich miejscowości,chcąc doprowadzić ludnośc Hanaczowa do jeszcze większej paniki i całkowitego 
wyczerpania nerwowego rozpuszczali wieści o mającym nastąpić napadzie.
W pierwszych dniach kwietnia 1944 r.informatorzy z pobliskich ukraińskich wsi zawiadomili ,że w ich miejscowościach kwateruje dośc duża liczba młodych 
ludzi w mundurach policji ukraińskiej.8 kwietnia Żydzi współpracujący z wywiadem donieśli "Darlingowi" ze w lasach koło Romanowa ,stacjonuje duże,bo 
liczące kilkaset osób zgrupowanie banderowców.Informację tę potwierdzili : członek wywiadu AK Kazimierz Niebylski "Bartek" oraz "Sokół " i "Zaręba" 
oficer informacyjny obwodu ,który dowiedział się od informatorów z Kripo w Przemyślanach że banderowcy przygotowują sie do napadu na wieś za władzą 
władz niemieckich .
Wszystkie uzyskane wiadomości wskazywały że bandyci z UPA istotnie zaatakują Hanaczów.Uważano ze napad nastąpi w Świeta Wielkanocne,gdy nastąpi 
pewna demobilizacja wśród załogi obrony wsi i wówczas przy małych stratach będą mogli zdobyć Hanaczów.
W związku z realną grożbą ataku zwołano naradę Sztabu Obrony wskład ,której weszli :  kpt.Józef Bosek "Julian" , por. Kazimierz Wojtowicz "Głog" , 
por.Paweł Jastrębski "Strzała" , Antoni Wojtowicz "Darling" , por.Jan Dyl "Marian" , plut.Józef Chruściel "Ryś" , Alojzy Wojtowicz "Jurand " , major Pristupa 
"Fiodor" dowódca grupy partyzantów radzieckich.Obecni byli także dowódcy plutonów.
Na wstępie "Darling" zapoznał zebranych z najświeższymi informacjami o koncentracji band UPA w pobliżu Hanaczowa ,które przesunęły się z lasów z okolic 
Romanowa w pobliże Siedlisk {odległość około 7-8 km od Hanaczowa}.Było jasne że napad może nastąpić już za kilka godzin.
Po skończonej odprawie wszyscy rozeszli sie na swoje stanowiska ,spodziewając sie tej nocy napadu ,jakkolwiek była juz godzina 17.30 a wystawiony na 
przedpola wsi podsłuch ,nic podejrzanego nie zauważył .Noc była pochmurna ,choc od czasu do czasu wyglądał za chmur księżyc.Godziny pełne napiecia i 
niepewności wlokły się wolno w wieczór Wielkiej Soboty.Na pewno nie jeden ,tak z obrońców ,jak i mieszkańców powątpiewał czy doczeka 
jutra,rezurekcji, tego wielkiego zawsze bardzo uroczyście i radośnie obchodzonego nabożeństwa,w którym brało udział 2000 osób.
Tymczasem nadeszła już godzna 21
O tej godzinie 2 lutego rozpoczął się pierwszy napad.Teraz panowała cisza ,tylko puchacze na wieży kościelnej i na drzewach w sadzie "Nagaby " Michała 
Burka swoim przejmującym głosem zapowiadały zbliżającą się tragedię.O pólnocy "Darling" po zebraniu meldunków od dowódców punktów 
obserwacyjno-podsłuchowych ,poinformował sztab obrony ,że w dalszym ciągu na przedpolach wsi panuje bezwzgledny spokój.
Zaczęto się zastanawiać co to wszystko ma znaczyć.Przeważył pogląd że banderowcy chcą zaatakować przez zaskoczenie,przesuwając czas napadu na 
póżniejsze godziny ,dlatego pogotowie bojowe należy utrzymać w najwyższej gotowości.
Przesyłane co godzinę meldunki ,niezmiennie potwierdzały panujący wokół wsi spokój
9 kwietnia 1944 r.0 godz.6.30 ksiądz Wiktor odprawił tradycyjną uroczystą rezurekcję.Ale była ona inna od tej jaką pamietało się z lat ubiegłych.Zewsząd 
wiało smutkiem i niepewnością .Wiele rodzin podczas dzielenia się święconym jajkiem opłakiwalo śmierć swych najbliższych ,którzy ponieśli śmierć podczas 
pierszego napadu na Hanaczów.
Ksiądz Wiktor podzielił się święconym jajkiem z członkami dyżurującego sztabu obrony.Jajkiem dzieli się żołnierze polscy ,sowieccy i żydowscy na 
placówkach obrony.Wszyscy stanowili jednośc ,wszystkim groziło jednakowe niebezpieczeństwo ,Wszyscy mieli jedno pragnienie ,pragnienie zwycięstwa nad 
bandami UPA.,wyzbytymi wszelkich ludzkich uczuć ,nawet wobec dzieci i starców.Zdeterminowana walka na śmierć i życie ,była jedyną szansą przeżycia.
Do obiadu ,pierwszy dzień Wielkanocy minął spokojnie.Po godzinie 15 radiotelegrafista zameldował ze BBC nadano melodię ,która stanowiła wiadomośc o 
mozliwości zrzutu broni na polane koło Kopania w lasach hanaczowskich .Wiadomośc radiowa o zrzucie tej nocy ,dezorganizowała obronę ,ponieważ na leśną
      polanę ,trzeba było wysłać wzmocniony oddział ,który mógł byc zaatakowany przez banderowców.Należało brać pod uwagę ,iż bandyci wyśledzili 
przygotowania i zorientowali się ,że Polacy czekają na broń i będą chceli przejąć zrzut.Dowódcy Hanaczowa stanęli przed wielkim dylematem ,czy wysyłając 
dobrze uzbrojonych ludzi ,osłabic obronę prawie 2000 ludzi.
Wywiad otrzymał takze informacje ,że w Stanimirzu ,w Siedliskach i w Podjarkowie odbyły się przed południem ,właśnie tego dnia 9 kwietnia 1944 
r.,uroczyste odprawy banderowców ,jeden z dowódców ,w randze prawdopodobnie pułkownika {lub majora} przeprowadził pod cerkwią w Stanimirzu 
odprawę z dowódcami banderowskich oddziałow ,zapewniając że z "Hanaczowa mają pozostać tylko zgliszcza i ani jedna żywa dusza ".
Otrzymane wiadomości potwierdzały przewidywania Sztabu Obrony ,że tej nocy na pewno dojdzie do napadu na Hanaczów.Po ożywionej dyskusji 
postanowiono jednak że por."Strzała " wyruszy z oddziałem 22 żołnierzy a jeśli zauważy atak to przyjdzie obrońcom z pomocą ,atakując ich od tyłu.
Około godz.17 por."Strzała " wyruszył na miejsce zrzutu.Cały ciężar obrony wsi spoczął na komendancie "Głogu",ponieważ kpt."Julian" komendant 
zgrupowania poważnie się rozchorował .Dysponował "Głóg " dośc skromnymi siłami w porównaniu z dobrze uzbrojonymi i kilkakrotnie przeważającymi siłami 
UPA.Około godz.18 "Głóg" na czele patrolu ,przeprowadził inspekcję wszystkich punktów obrony ,jeszze raz przypominając dowódcom poszczególnych 
odcinków ; za wszelką cenę utrzymać drugą i ostateczną linię obrony ; wyjątkowo ,tylko w ostateczności wycofać się do budynków i stamtąd się bronić.Ze 
względu na skromne zapasy amunicji ,kazdy strzał powinien być celny.Cały czas należy składać meldunki z przebiegu walki
Znów zaczęły mijać , jak ubiegłej nocy godziny pełne napięcia i oczekiwania. 21.00 , 22.00 , 23.00 wreszcie nadeszła północ.Dowódcy odcinków co 
60-minut meldowali że na ich odcinkach panuje spokój ."Darling" te meldunki przekazywał Sztabowi Obrony ; ktos w sztabie się zastanawiał czy i tej nocy nas 
banderowcy niezaatakują i natychmiast dodał że to niemożliwe.oni czekają ,żebyśmy tak pomyśleli i pójdziemy spać ,więc napadną nas znienacka nad ranem.
Zastępca dowódcy wywiadu zydowskiego "Poldek " i jego brat "Dolek " -Kleinmannowie donieśli o przegrupowaniu oddziałów UPA do Siedlisk ."Głóg" 
wysłał łączników do dowódców plutonów z rozkazem żeby wzmogli czujnośc ,bo napad będzie napewno ,tylko został przesuniety w czasie.Dowódcom 
zabronił wypuszczać ludzi przed godz.6 rano.O godz. 1-w nocy ,nie zaszły żadne zmiany .
Około godz,1,30 patrole prowadzące podsłuch na krańcach wsi ,zauważyły że do wsi zbliżają sie ogromne grupy banderowców  
"Głóg " po otrzymaniu tego meldunku natychmiast zarządził alarm i z częścią oddziału zapasowego wyruszył nalinię obrony.Kpt."Julian" pomimo wysokiej 
gorączki , wstał z łóżka.Por."Darling" adiutant kpt."Boska" na bieżąco informował go o przebiegu walk z banderowcami.W kilka minut póżniej ,płoneły juz 
pierwsze domy na skraju wsi ,które ocalały podczas pierwszego napadu.Banderowcy zaczęli ostrzeliwać "Trójkąt obronny" z pięciu cekaemów.Po około 20 
minutach intensywnego ostrzału ,przepuścili atak z czterech stron Dopuszczeni na odległośc kilkunastu metrów do dobrze zamaskowanych punktów obrony 
,mieszczących się przeważnie w spalonych ale murowanych budynkach ,powitani zostali gradem kul --ponosząc duże straty.Wywołało to wśród nich popłoch i 
zamieszanie . Banderowcy szczególnie dotknięci na południowym - zachodzie ,gdyż chcąc dostać się w rejon "Trójkąta obronnego" musieli sforsować 
pastwisko o szerokości około 350 m."Głóg " który tam wtedy był ,wydał rozkaz ,aby pierwszą grupę atakujących dopuścić jak najbliżej punktów ogniowych 
,a tym samym wyciągnąć na otwarte pole ,wyłaniając się drugą grupę banderowcow.Planowana strategia powiodła się całkowicie ,ponieważ pierwsza linia 
banderowców została skoszona przez gniazda ogniowe a druga grupa natarcia wyciągnięta na otwarte pole ,zaczęła uciekać w panice ,ponosząc duże straty  .
Około godz. 3 rano UPA  zmasowanymi oddziałami przeprowadziła atak od strony północno-wschodniej."Darling " po zapoznaniu z tym kapitana 
"Boska",wysłał zapasową drużynę ,aby pomóc zagrożonemu "Rysiowi" .Banderowcy, po pierwszych niepowodzeniach ,przegrupowali swe siły i około godziny
 4 z furią zaczeli atakować odcinek północno-wschodni kpr."Strońcia".Przeżył on wtedy chwile grozy ,gdy celowniczemu Albinowi Urydze zaciął się jedyny na 
tym odcinku erkaem.Z pomocą przyszedł mu komendat "Głóg" i atak został powstrzymany .Tymczasem erkaem naprawiono."Głóg " interweniował tam gdzie 
było największe zagrożenie i ogniem swojego oddziału wspomagał obronę.
Największe swoje doborowe oddziały , składające się przeważnie z policjantów ukraińskich ,banderowcy skoncetrowali na odcinku 
południowo-wschodnim.Przypuszczając atak jeden za drugim,chcieli przełamać opór obrony i opanować kościół .Zagrożenia tego nie można było 
zlekceważyć,gdyż duże sady sięgały prawie ogrodzenia kościoła .Na ten poważnie zagrożony odcinek ,pomimo choroby udał się wraz z "Jurandem " i 
"Darlingiem" kpt."Julian" .Był tam już "Głóg" ze swoim oddziałem ,wzmacniając ogień zaporowy ,oraz por."Marian" ,któremu w dramatycznej sytuacji ,kapitan 
powierzył obronę kościoła .Niektórym licznym grupom UPA,pomimo dośc skutecznego ognia partyzantów sowieckich i żydowskich ,prowadzonego z 
zabudowań gospodarczych ,udawało się docierać pod ogrodzenia kościoła.Obrzucano ich tam granatami -sytuacja stawała się tragiczna-obrona zaczeła się 
łamać.Wtedy "Głog " po krótkiej naradzie z obecnymi tam członkami z dowództwa obrony.,podjął desperacką decyzję zaatakowania banderowców od tyłu . 
"Jurand " ,dysponując z rozkazu dowodztwa obrony zapasem broni i amunicji ,uzupełnił jej braki.W tym czasie kobiety,dzieci i starcy modlili się wspólnie w 
kościele .Księża "Wiktor " i "Szczepan"udzielali rozgrzeszenia i udzielali Komuni Świętej .Obaj swą postawą dodawali ducha walczącym a szzcególnie ksiądz 
"Wiktor" ,który był obecny wszędzie w najniebezpieczniejszych miejscach.Ponieważ szkoła była pod ostrzałem "Jurand " przeniósł szpital do jednego z 
pomieszczeń na plebani,dokąd przynoszono rannych i poparzonych. Sanitariuszki--młode dziewczęta z Hanaczowa i Przemyślan ,wraz z "Jurandem" ,z 
narażeniem własnego życia,pod gradem kul ,zabierały rannych.

Około godziny 4.30 "Głóg" z dobrze wyszkolonym i uzbrojonym oddziałem 22 żołnierzy ,wspierany ogniem osłonowym "Rysia",przedarł się między palącymi 
się budynkami na tyły wroga i ze spalonych budynków zaatakował zgrupowanie UPA.Banderowcy nie spodziewając się ataku na swoim zapleczu ,zaczęli 
panicznie uciekać ,trafiając na ogień naszego oddziału : zginęło ich 16 ubranych w mundury policji ukraińskiej tylko jeden  z zabitych ,Gruzin ,dowódca tego 
zgrupowania był w stopniu majora ,był w mundurze oficera SS. Banderowcy na całym odcinku wycofywali się w nieładzie .Uderzenie to zdecydowało o 
przewadze i dodało ducha obrońcom "Głóg " przepłacił ten atak ciężką raną w lewą rękę .Zginęli dwaj żołnierze ,z Przemyślan i ze Lwowa a dwóch innych 
zostało rannych ."Głóg " choć ranny rozpoczął pościg za nieprzyjacielem .Wkrótce jednak zesłabł i zniesiono go z pola walki .Dowództwo na tym odcinku po 
nim objął "Ryś".Do pościgu dołączył też pluton "Żbika".W kilkanaście minut póżniej oddziały polskie ,kontynuujące pościg, zostały przygwożdżone przez dwa 
cekaemy banderowców ,ustawione na pogórku w pobliżu pola walki  
Zaczeła się walka pozycyjna między wycofującymi się oddziałami UPA a wciąz przygwożdzonymi oddziałami polskimi .Zbliżała się 6.30 rano.Masy dymów z 
dopalających się domów pokryły redutę obronną.
Widzialnośc wroga była bardzo utrudniona .Banderowcy ,po jeszcze jednym swym przegrupowaniu w sile około 400 ludzi ponowili natarcie ,tym razem od 
strony pólnocno-zachodniej .Dowództwo nad tym odcinkiem objął chory na tyfus kpt."Julian" .Pomimo zaangażowania tak dużych sił i ten atak po godzinie 
został odparty.Atakujący banderowcy stracili wiarę w zwycięstwo ,zaskoczeni tak dużymi stratami w rezultacie tak przemyślanej i brawurowej obrony .
Pierwsza linia ich ataku ,załamała się ,gdy dopuszczona blisko pod polską linię obrony ,załamała się w ogniu obrony.Następne grupy o dużej liczebności nie 
wyłaniały się już z poza drzew i spalanych budynków.Takie zachowanie nie dawało im szans na opanowanie tego odcinka.
W tym samym czasie,to jest około godziny 6 rano, nie doczekawszy się z rzutu ,powrócił z lasu por."Strzała"ze swoim oddziałem i uderzył z tyłu na 
banderowców na odcinku południowo-wschodnim ,powodując tym niespodziewanym atakiem duże zamieszanie w szeregach banderowców i zadając im 
jednocześnie duze straty.
Wywołało to dezorganizację w szeregach banderowców i wycofywanie się na Hanaczówkę .Z oddziału porucznika "Strzały " zginęło 3 żołnierzy w tym 
"Piotruś" Michał Bednarz z Hanaczowa i dwóch żołnierzy ze Lwowa o nieznanych nazwiskach.."Piotruś" uniesiony bitewnym wzburzeniem jakie czuje się tylko 
na polu bitwy na śmierć i życie ,atakując sam z bronią maszynową duże zgrupowanie wroga ,wprowadził panikę w szeregach banderowców ,zginął śmiercią 
bohaterską {Pośmiertnie został mu przyznany Krzyż Walecznych}Zdyscyplinowany oficer por."Strzała " widział nad Hanaczowem łunę i słyszał strzały 
,dobiegające stamtąd ,jednak chcą wykonac rozkaz przyjęcia zrzutu nie opuścił polany.Około godziny 7 oddział por."Strzały połączył się z oddziałem "Rysia " 
i "Żbika" i rozpoczął kontratak na banderowców.Dowodztwo UPA dla osłony swych oddziałów ustawiło na górze Dąbrowa 3 cekaemy  a na cmentarzu 2 
cekaemy.Prowadzony przez banderowców intensywny ogień zaporowy z 
tej broni uniemożliwił dalszy atak polskim oddziałom.
Swoich zabitych i rannych i ciężko rannych ,banderowcy zabierali z pola walki ,ciągnąc za sobą sznurkami ,niektórym obcinali głowy dla uniknięcia rozpoznania
 skąd dalej zabierały ich już furmanki ,które miały slużyć do wywożenia mienia po zwycięstwie w Hanaczowie.
Około godziny 9 rano ustały walki w Hanaczowie a wycofujące się odziały UPA podpaliły zabudowania w przysiółku Zagóra i Podkamienna oraz w 
Hanaczówce mordując 25 Polaków 
Podczas walk wieś Hanaczów bardzo ucierpiała ,gdyż banderowcy strzelając pociskami fosforowymi zapalali domy i budynki gospodarcze kryte słomą.Około 
30 procet zabudowań zostało spalone.Po wycofaniu się Ukraińców ,obrońcy odetchnęli z ulgą.zaczęto liczyć straty.Według "Darlinga" wyniosiły one 8 zabitych
 żołnierzy ,12 ciężko i lżej rannych w tym 1 z plutonu żydowskiego,oraz 17 osób zamordowanych ,którzy wbrew rozkazom zostali na noc w swych domach 
,lub wyszli wcześniej z "trójkąta obronnego".Banderowcy .wsród których znajdowało się wielu dezerterów z policji ukraińskiej z Wołynia ,oraz z dywizji 
SS-Galizien,pomimo dziesięciokrotnej przewagi z ludzmi i broni ,nie tylko nie zdobyli Hanaczowa ,ale doznali dotkliwej klęski.Według meldunków z punktów 
zwiadowczych ,wywiadu żydowskiego i polskiego ze Stamimirza i Hanaczówki z zeznań ujętych banderowców ,oraz ze zródeł niemieckich ,banderowcy 
wywieżli z Hanaczowa około 100 zabitych i ponad 120 rannych.
Mieszkańcy okolicznych wsi {Hanaczówka, Zaciemne, Kopań }chroniący się w Hanaczowie nie ponieśli wielkich strat w ludziach .Postradali jednak cały swój
 dobytek z wyjątkiem resztek jakie wynieśli z palących się budynków .Zołnierze AK zdobyli na wrogu karabin maszynowy i kilka sztuk karabinów-mauzerów.
Cztery dni po drugim napadzie UPA , Niemcy weszli do Hanaczowa w sile batalionu uzbrojeni w 12 erkaemów ,pistolety maszynowe,granatniki i karabiny 
niosąc ze sobą ,zapasową amunicję.Batalion rozłożył się w rejonie kościoła i szkoły a żandarmeria niemiecka przeprowadziła dochodzenie .Po pięciu godzinach
 Niemcy opuścili Hanaczów , udając się w kierunku Przemyślan ,jak zawsze zabierając ze sobą kilka sztuk bydła.W lesie pod Zaciemnem oddział AK ostrzelał
 Niemców zabierając im częśc bydła.
11 kwietnia 1944 r.,wczesnym rankiem ,rannego "Głoga " i kilku innych ciężko rannych żołnierzy ,pod osłoną Oddziału Leśnego AK odwieziono na stację 
kolejową Krosienko-Zaciemne a stamtąd ,pod dyskretną ochroną żołnierzy AK ,do Lwowa.We Lwowie , po skontaktowaniu się z dowództwem 
Inspektoratu AK "Jurand " umieścił rannych w szpitalu ,z wyjątkiem "Głoga" ,ponieważ obawiano się że może go aresztować policja ukraińska lub 
gestapo.Został on przewieziony pod zmienionym nazwiskiem do klasztoru Franciszkanów we Lwowie.Następnie "Jurand " zdał raport majorowi Anatolowi 
Sawickiemu "Młot" i porucznikowi "Adrzejowi" z sytuacji panującej w Hanaczowie a szcególnie o przebiegu walk z bandami UPA 10 kwietnia 1944 roku , 
prosząc ich o pomoc w ewakuacji ludności ze wsi , ze względu naistniejące nadal zagrożenie ze strony band UPA i Niemców "Młot " i "Andrzej " przychylnie 
przyjeli prośbę "Juranda " i obiecali w bardzo krótkim terminie załatwić odprawę ewakuacji ludności do obu Biłek i Czyszek .
13 kwietnia 1944 roku kilkanaście rodzin z Hanaczowa ,mieszkających przeważnie od strony Hanaczówki i Siedlisk ,postanowiło wyjechać ,zabierając ze 
sobą na furmanki najpotrzebniejsze rzeczy ,żywność , pościel i ubrania.Około godziny 10 przejeżdżając koło kościoła zostały zatrzymane przez żołnierzy 
Oddziału Leśnego .Kpt."Julian " ksiądz "Wiktor " , por."Strzała " tłumaczyli im ,że wyjazd w tym dniu jest bardzo niebiezpieczny ,gdyż w okolicznych lasą mogą
 grasować jeszcze bandy UPA.Skuteczną osłonę ,dla tak dużej kolumny wozów bedzie cięzko zorganizować , ponieważ należy się zawsze liczyć z ponownym 
atakiem na wieś.
W tym czasie akurat ,przybył z osłoną ze stacji Krosienko-Zaciemne "Jurand" i poinformował dyskutujących ,że w kilku najbliższych dniach zostanie 
zorganizowana bezpieczna ewakuacja mieszkańców Hanaczowa do Biłki Szlacheckiej i Królewskiej i do Czyszek..Podczas tych pertraktacji informator z 
wieży kościelnej przekazał meldunek , że od strony Hanaczówki i Dąbrowy pojawiły się grupy banderowców .Po kilku minutach zaczęto ostrzeliwać wieś . W 
tej sytuacji nie można było dac osłony , bo w każdej chwili groził nowy napad banderowski.Wyjeżdżający , między innymi Marcin Dyl i Józef Łamasz mimo 
perswazji księdza "Wiktora " i sprzeciwu porucznika "Strzały " pod osłoną kilku żołnierzy ,pojechali w kierunku stacji.Banderowcy ostrzelali ich , gdy furmanki 
znalazły się około 2 km od Hanaczowa.Pomimo wysłania natychmiastowej odsieczy zginęło 10 osób z konwoju .Poległym żołnierzom AK i pomordowanym 
urządzono uroczysty pogrzeb i pochowano w jednej wspólnej mogile 
POWRÓT