Historia Hanaczowa
Wieś Hanaczów,której pisana historia sięga 1394 roku,leżała w odległości około 28 km.na południowy wschód od Lwowa,w kotlinie pomiedzy 
wzgórzami--na pólnocy Górą Kurowicką ,na południowy wschód górą zwaną Zamczysko oraz na południu--Górą Dąbrowa.Cały teren był pofałdowany.Z 
lasu położonego we wschodniej części Hanaczowa ,nazywanego Klusowa,wypływał potok ,który zlewał się z drugim potokiem płynącym ze wsi Hanaczówka.
Hanaczów na wschodzie graniczył z miasteczkiem Krosienkiem-Zaciemne,zwanym potocznie przez miejscową ludność Przychodami : na zachodzie ze wsią : 
Podjarków i Siedliska ,a na północy ze Stanimirzem.Według opowiadań ludowych ,przekazywanych z pokolenia na pokolenie,nazwa Hanaczów od któregoś 
z chanów tatarskich ,który miał swoją krótkotrwałą siedzibę na górze zwanej Zamczyskiem.Na górze tej,porośniętej lasem do dnia dzisiejszego ,znajdują się 
potrójne wały i głazy kamienne z resztek budowli.
Tereny te były dośc często penetrowane przez liczne watahy tatarskie ,zwłaszcza w pierwszej połowie XVI.W czasie z jednego napadów w roku 1515 została
 całokowicie zniszczona i spalona wieś zwana Petrecze.Wies ta znajdowała sie pomiedzy Hanaczowem a Kurowicami
Na północ od wsi,za pagórkiem,znajdował się folwark pańszczyżniany ,przysiółek zwany Zagórą.Dalej cmentarz ,a od strony zachodniej wały obronne 
usypane ludzką ręką.Najstarsi ludzie twierdzili że pochodziły one z XIV w.,kiedy to wlaściciele folwarku kazali miejscowej ludności usypać je,by służyły za 
schronienie w razie napadu tatarskiego.Były wysokie na kilka metrów a szerokie na dwa ,trzy metry.
Między wałami w XIV w.mieścił się obronny zameczek,do którego w razie napadów tatarskich ,chroniła się miejscowa ludność.Na szczycie góry zwanej 
Kamienna położonej na północny-zachód od Hanaczowa ,układano specjalny stos drewna,który zapalano w razie zbliżającego się niebiezpieczeństwa.

W Hanaczowie od najdawniejszych czasów większość ludności była pochodzenia polskiego.Była również spora grupa ludności ruskiej-do Uni Brzeskiej ,do 
roku 1596.
W roku 1394 Hanaczów został ofiarowany przez ówczesnego właściciela Dymitra Wołczkowica Ojcom Franciszkanom.Według doniesień ludowych 
Wołczkowic był szlachcicem ,spolszczonym ruskim bojarem,przy tym wielkim awanturnikiem.Nabroiwszy w życiu sporo złego --podarował wieś 
Franciszkanom -żeby sie za niego modlili.Od tej pory wies zaczęła się rozwijać Osiedlali się tu licznie Polacy z Czyszek .Znane są nazwiska 
rodzin--Łamaszów, Twardowskich, Gołaczyńskich i inne.
W 1642 r.na dzumę zmarło prawie 60 procent ludności -kilka lat póżniej na cholerę zmarło 160 osób.Wielu mieszkańców Hanaczowa zginęło,lub zostało 
wziętych do niewoli w 1649 r.kiedy to zagony tatarskie razem z watahami Bohdana Chmielnickiego podsunęły się aż pod Lwów.Dziesiątki kobiet,starców i 
dzieci dostało sie do niewoli tatarskiej a większośc mężczyzn przeszła do wojsk Chmielnickiego.
Po bitwie pod Beresteczkiem zapanowała w Hanaczowie pewna stabilizacja.Zaczęto odbudowywać zniszczone domy ,życie powoli wracało do normy.
Prawdziwy rozkwit wsi nastąpił w początkach XVIII w.
Dokładnie było to 26 maja ,w niedzielę po poludniu ,w roku 1754 nad Hanaczowem przeszła burza z piorunami ,piorun uderzył w drewnianą cerkiew,która w 
ciągu godziny spłonęła.Poświęcenia kamienia wegielnego pod nowy kościół parafialny w Hanaczowie w 1795 r.dokonał ksiądz Michał 
Izellewicz.Projektantem nowego kościoła był włoski architekt.W roku 1803 nastąpiła jego konsekracja przez arcybiskupa lwowskiego .Brało w niej udział 20 
księży ,w tym również księża greckokatoliccy z okolicznych miejscowości.Nowy kościół był pod wezwaniem św.Mari Magdaleny
W 1804 r.na podstawie prawa lennego ,Franciszkanie nadali młyny ,które były w ich posiadaniu --mieszkańcom Hanaczowa--Józefowi Blicharskiemu , 
Antoniemu Łamaszowi i Kazimierzowi Tasowi.
W 1848 r rząd austriacki zniósł pańszczyznę.Powstały wtedy dwojakiego rodzaju gospodarstwa rolne.Część ludności otrzymała tak zwany "cały grunt" było to
 około 6 hektarów a częśc "pół gruntu " było to okolo 3 hektarów ziemi.
W drugiej połowie XIX w. zdarzały się lata bardzo mokre.Stąd ludnośc Hanaczowa dośc często głodowała .Ludnośc zwłaszcza biedniejsza żywiła się 
wówczas owocami leśnymi i czereśniami ,których bardzo dużo rosło w okolicznych lasach.
                                                                                        
POWRÓT
Jarmarki i targi
Jarmarki odbywały się od najdawniejszych czasów w ustalonych miejscowościach .Jeden z nich ,najważniejszy ,miał miejsce w Jaryczowie ,odalonym od 
Hanaczowa o około 5 mil {1 mila--6,5 km.}.Podobne ale mniejsze jarmarki ,odbywały się już gdzie indziej w okolicach Hanaczowa ,w Przemyślanach, 
Glinianach,Bóbrce,Świrzu.Sprzedawano tam bydło i nierogacizne ,wyroby rzemieślnicze.Zjeżdzali się do Jaryczowa kupcy z całej ziemi lwowskiej.Jarmark trwał
 od 3 do 5 dni .Jarmark ten odbywał się dwa razy do roku w jesieni na Świętego Marcina {11 listopada} i na wiosnę w pierwszy piątek po Zielonych Świętach
.
Kultura ludowa
Duży wpływ na kulturę ludową w Hanaczowie miały obrzędy związane ze świątami religijnymi. Juz od połowy XV w. weszły na stałe do tradycji zwyczaje, 
które przetrwały do drugiej połowy XIX wieku. Najważniejsze z nich wiązały się z Bozym Narodzeniem , Nowym Rokiem , Zapustami , Wielkim Postem , 
Wielkanocą , Zielonymi Świętami ,oraz odpustem w dzień patronki kościoła w Hanaczowie świętej Mari Magdaleny ,który przypadał 22 lipca. Opowiadają o 
nich fragmenty pamiętnika Antoniego Wojtowicza urodzonego w 1883 r w Hanaczowie a zmarłego w Warszawie 1978 roku

----Wigilia Matka z dziewczętami przygotowała kolację .Pozostali domownicy chodzili głodni ,ponieważ aż do kolacji obowiązywał post . Kiedy nareszcie 
nastawał wieczór i na górze od strony Stanimierza zwanej "Piaski" ukazywała sie pierwsza gwiazda ,gospodarz z dziećmi szedł do stodoły ,gdzie były 
przygotowane "Okołoty" czyli ogromne snopy słomy i wiązki siana .Z wielką radością zabierano je do mieszkania i rozcielano na klepisku .W tych czasach nie 
było drewnianych podłóg w wiejskich chatach..Przy przenoszeniu słomy do chałupy dzieci recytowały powinszowania ,których uczono się przez cały Adwent.
Następnie rozpoczynała się kolacja zwana świętą .Dzielono sie opłatkiem według starszeństwa.Jeżeli byłi dziadkowie to oni rozpoczynali tę uroczystość .Potem 
przystepowano do spożywania pokarmow . Według tradycji kolacja składała się z 12 potraw ,tylu ile było apostołów. Pamietamy jak nasz ojciec razem z 
dziadkiem ,który miał około 100 lat ,wyszli z chałupy na dwór i wrózyli z gwiazd. Wróżono z gwiazd o chorobach , pomorach i urodzajach. Pamiętam też słowa
 ojca o nadejściu takich czasów że człowiek będzie szukał człowieka. Matka wygladała podróznego żeby śię z nim podzielic kolacją . Dziewczęta nasłuchiwały 
z ,której strony odezwie się puchacz lub sowa z tej strony nadejdzie kawaler. Potem wszyscy domownicy oprócz jednego pilnujacego domu szli na pasterkę

Na Trzech Króli to jest 6 stycznia kończył się okres świąteczny .Tego dnia obchodzono Wigilię Świąt Bożego Narodzenia według obrządku 
greckokatolickiego. Wielu mieszkańców mając rodziny u "Ruskich" jechało do nich w gości . Na święta jak potocznie nazywano "Polskie" -Rusini,Ukraińcy byli
 goszczeni w Hanaczowie . Rodziny te wzajemnie się odwiedzały ,zwłaszcza że świeta te przypadały w róznych terminach.W czasie tych świąt ludnośc 
ukraińska powstrzymywała się od ciężkich prac w gospodarstwie.. Również ludnośc Hanaczowa powstrzymywała sie od ciężkich prac podczas świąt 
greckokatolickich, w tym również święta Jordanu. Kiedys około roku 1934 nasz sąsiad Szczepan Nieckarz w swięto Jordanu ,które przypada 19 stycznia 
naprawiał sanie, podczas tej pracy zachorował {miał mały wylew krwi do mózgu} ,mówiono "Pan Bóg go skarał za wykonywanie pracy w święto" naturalna 
przyczyna choroby była inna.--------

Następną okazją do zabaw ,które odbywały się w karczmach ,stanowiły huczne zapusty . W Hanaczowie w XVII-XX w . były zawsze dwie karczmy ,obie 
należały do właścicieli folwarku ---- Ojców Franciszkanów . Ojcowie wydzierżawiali je Żydom ,czyli dawali w 'Arendę" .Karczmy służyły podróżnym jako 
zajazd .Jedna z karczm hanaczowskich przetrwała do 1932 r.,ale od 1905 r.była już tylko domem ,gdzie po uwłaszczeniu mieszkała rodzina żydowska 
.Ostatnią jej właścicielką była pani Touba . Druga karczmę około 1900 r. sprzedano mieszkacowi Hanaczowa ---Janowi Urydze , który przebudował ja na 
mieszkanie dla syna Franciszka.
Huczne zapusty całej wsi trwały od soboty przed niedzielą zapustną do godziny 24 we wtorek przed Popielcem. Już w sobotę po południu mieszkańcy wsi 
znosili do karczmy przygotowane w domu różne artykuły : mięsiwo , kołacze z białej mąki ,kapustę i ogórki kiszone , chleb biały i razowy .Wszystko to 
składano w komorze karczmy.Każdy przynosił to na co go było stać. W sali głownej zwanej szynkwasem , i w izbach które na te okazję były przygotowane 
,ustawiano stoły i ławy .Najważniejszy stół lokowano pod ściana naprzeciw drzwi gdzie zasiadała wiejska starszyzna tzn. wójt, ławnicy, organista i bogatsi 
chłopi.W innych pomieszczeniach były stoły dla uboższych mieszkańców wsi .W niedzielę po nabożeństwie udawano się do domów o około godziny 14 
wszyscy odświętnie ubrani szli do karczmy .Przybyłych gości bardzo uroczyście witał arendarz czyli właściciel ,który dzierżawił karczmę. Około godziny 16 
gdy sale były już pełne stawiał na stoły wódkę ---w bardzo małej ilości---pito umiarkowanie i bez upijania się . Do tańca przegrywała kapela .Tańczono do 
upadłego---kozaka,kołomyjkę ,trzepanego i inne tańce .Zabawy te przedłużały się do rana 
Nad ranem mieszkańcy wracali do domów aby się przespać i zrobić obrządek w gospodarstwie . Po południu około godziny 18 udawano się znowu do 
karczmy .Punktem kulminacyjnym Zapustów była ostatnia zabawa we wtorek ,trwała ona do godziny 24 we wtorek..Gdy wybiła pólnoc odzywał się dzwon 
kościoła .Ksiądz proboszcz z kościelnym,organistą i sołtysem szli do karczmy i wszystkim bawiącym oznajmiali że zaczął się post .Muzyka cichła o bardziej 
rozbawionych ksiądz proboszcz wypędzał dużą "Lagą" kijem , z którą przyszedł. Według zachowanych dokumentów szczególnie wielka dyscyplina była za 
czasów księdza Fiabiańskiego .W karczmie robiło się pusto .Arendarz liczył zyski.
                                                                           
Radni Gminy Hanaczów z Wójtem.W pierwszym rzędzie od lewej
 Antoni Nieckarz , drugi Tomasz Łamasz wójt , trzeci Jan 
Niebylski .
W drugim rzędzie od lewej - Michał Burek ,drugi -- Józef Łamasz 
,sekretarz gminy .1936 r.Hanaczów.
Ponieważ większośc mieszkańców Hanaczowa nie umiała czytać i pisać , karczmarz każdy wypity kieliszek zaznaczał kreską na tablicy ,która znajdowała się w
 szynkwasie. Jak tam faktycznie było wiedział tylko arendarz. Na drugi dzień był Popielec . Wszyscy udawali się do kościoła ,gdzie ksiądz posypywał głowy 
popiołem a potem szli do karczmy na "płukanie zębów" .Trwało to bardzo krótko , gdyż rozpoczynał się Wielki Post , który był bardzo surowo przestrzegany 
.W tym okresie mieszkańcy Hanaczowa z zasady karczmy już nie odwiedzali . 
W przyrodzie zaczynała się wiosna ,mieszkańcy przez cały czas postu szykowali narzędzia rolnicze , dokonywali omłotu zbóż i przygotowywali się do 
wiosennych siewów. W Niedzielę Palmową wszyscy odświętnie ubrani szli do kościoła z palmami .Każdy starał się mieć coś nowego na sobie -ubranie ,buty 
itd. Już od czwartku w Wielkim Tygodniu na wsi panował bardzo ożywiony ruch związany z przygotowaniem do Świąt Wielkanocnych . Pieczono 
kołacze-paski ,czynione przed świąteczne porządki .Paski były robione z białej mąki pszennej kupionej od Żyda , lub też specjalnie zrobionej przez 
miejscowych "mielników" . Każda gospodyni starała się aby jej paska była najpiękniejsza .
W samą Wielkanoc --po rannej bardzo uroczystej rezurekcji --wszyscy udawali sie do domów i czekali na drugie nabożeństwo, czyli sumę .Na to 
nabożeństwo zabierano przygotowaną żywność , by ją poświęcić .Po skończonej sumie około godziny 12 , bez względu na pogodę ustawiano przed kościołem
 kosze do święcenia .Były tam mięsiwa ,paski i inne produkty .Im większy był kosz tym gospodarz był zamożniejszy .Ksiądz proboszcz poświęcał dary Boże i 
dopiero wtedy wszyscy rozchodzili się do domów .Tu bardzo prędko szykowano śnadanie.Domownicy , a przedewszystkim dzieci , czekały z utęsknieniem na 
to wspaniałe jedzenie ,gdyż wszyscy byli głodni i wyposzczeni , ponieważ przez piątek i sobotę obowiązywał post ścisły.Po zaspokojeniu głodu śpiewano pieśni
 wielkanocne .Po południu jeśli była ładna pogoda -- na pastwisku wiejskim , które znajdowało się w środku wsi ,gromadziła się mlodzież ,dzieci i starsi i tam 
zaczynały się korowody młodzieży żeńskiej zwane " haniuką" . Dziewczęta brały się za ręce i tworzyły wielkie koło oraz śpiewały zalotne piosenki , w których 
wymieniano imiona i nazwiska chłopców i dziewcząt , darzących się wzajemną sympatią .Zabawy te ciągły się do godzin wieczornych.
W roku 1891 Święta wypadły w drugiej połowie kwietnia .Już od tak zwanej " czarnej niedzieli " wiosna rozkwitała w pełni .Rolnicy wyruszali w pole , siali 
zboże .Święta Wielkanocne zapowiadały się niezwykle upalnie --gdy niesiono pokarmy do święcenia , niebo nagle pokryło się ciemnymi chmurami . Zaczęły 
bic pioruny . Spadł bardzo ulewny deszcz .Młynówka Lasowa - zwyczajny potok , stał się szeroką grożną rzeką . Kiedy niosący ze sobą kosze do święcenia 
doszli do zabudowań gospodarza Łaby ,nie mogli trafić na most bo został zerwany .Brnąc do pasa w rzece, szli dalej .Osoby niosące w koszach i płachtach " 
święcone " Wpadły do głębokiego dołu .Zrobił się wielki krzyk i lament .Całe " święcone " porwała woda .Wielkanoc dla tych ludzi była bardzo smutna , 
ponieważ do kościoła niesiono przewaznie wszystkie zapasy przeygotowane na święta.

Inaczej niz dzisiaj się ubierano .Latem , zarówno  mężczyżni, jak i kobiety oraz dzieci - chodzili przeważnie boso.W dni słotne i chłodne ubierano się w tak 
zwane "szłapcie ".Były one zrobione z kory przeważnie lipowej , bardzo lekkie .W zimie noszono kożuch ze skóry baraniej .Na głowę wkładano czapki z tejże 
skóry .Najważniejsza częśc ubioru stanowiła " kacabajka" czyli płaszcz do kolan ,często ozdabiana wyszywanymi motywami.Zimą mężczyżni nosili dwie a 
nawet trzy pary spodni .
Strój kobiet składał się z długiej koszuli ,zrobionej z delikatniejszego płótna ,najczęściej lnianej często zakończonej frędzlami ,oraz zapaski czyli rodzaj fartucha 
uszytego z delikatnego płótna. Na głowie latem i zimą kobiety nosiły chustki zrobione przez rzemieślników żydowskich lub ormiańskich.Zima nakrywały nie 
tylko głowę ale i plecy ,dużą wełnianą chustą 
Odpusty i pielgrzymki 
Ludnośc Hanaczowa od najdawniejszych czasów odznaczała się wielką religijnością. Miarą tego ,oprócz normalnych praktyk ,były pielgrzymki do miejsc 
słynących cudami.
Taką miejscowością , gdzie udawali się mieszkańcy Hanaczowa od początku XVII wieku był Milatyn Nowy , położony około 40 km na północny-wschód od 
Lwowa , gród ten w XV wieku otrzymał prawa miejskie od króla Stefana Batorego.
Na wzgórzu otoczonym murem wznosił się kościół-bazylika.W świątyni tej jednorazowo mogło się pomieścić kilkatysięcy ludzi. Znajdował się tam czczony 
cudowny wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego.Obraz ten został przywieziony  z Rzymu około roku 1700 przez przez Ojca Józefa Mocarskiego .W 1745 r 
znalazł się w Nowym Stawie , gdzie zasłynąć miał licznymi cudami .Wieśc o cudownych wydarzeniach rozeszła się błyskawicznie po całej okolicy . Arcybiskup 
Mikołaj Ignacy Wyżycki powołał specjalną komisję , która po bardzo wnikliwych dochodzenaich wydała dekret z dnia 10 lipca 1747 r.uznający obraz Pana 
Jezusa Miłosiernego za "Łaskawy " .Arcybiskup polecił przenieść obraz do kościoła Karmelitów Bosych w Milatynie Nowym .Odtąd ten cudowny wizerunek 
Jezusa Miłosiernego nosi nazwę "Milatyńskiego".
Milatyn Nowy był dla ludności Malopolski Wschodniej tym , czym Częstochowa Jasna Góra dla Małopolski Zachodniej .Od najdawniejszych czasów szły tam 
pielgrzymki .Sam kościół swym ogromem sprawiał szcególne wrażenie ,zwłaszcza dzwony - jeden dzwon słychac było w odległości 20 km.
Odpusty w Milatynie odbywały sie 12 razy do roku.Każdego roku z Hanaczowa większość mieszkańców w sile wieku szła pieszo, lub jechała furmankami na 
pielgrzymkę do Milatyna.Kult Cudownego Pana Jezusa Milatyńskiego { w chwili obecnej obraz prawdopodobnie znajduje się w Krakowie } i wiara w Jego 
cuda zostały przywiezione przez rodziny repatriantów , którzy po zajęciu przez ZSRR naszych wschodnich ziem kresowych osiedlali sie po 1945 r.na Ziemiach 
Odzysknych .Do dziś niektóre z tych rodzin posiadają obraz Pana Jezusa Milatyńskiego . który kupili na odpustach przed drugą wojną światową