Dekanat Gliniany
Opowieść ks.Wincentego Urbana o Parafiach otaczających Biłkę Szlachecką.
Do tego dekanatu należało 14 parafi.W 1939r.liczono w nim 31.330 Polaków.I tak Gliniany miało 2895  
Polaków,Hanaczów 2.365,Kamionka Strumiłowa 7.441,Kutkorz 2.377,Milatyn Nowy 2.276,Tadanie 
602,Wyżniany  
3.209,Żelechów Wielki 1.625,Batiatycze 1.407,Budki Nieznanowskie 1.082,Horpin 1.440,Pohorylce  
{Pogorzelce}1.627,Słowita 1.206,Zadwórze 1.878.
Terror nacjonalistów ukraińskich szalał na tym terenie wybitnie.Różne natężenie panowalo w tym względzie po parafiach.Z niektórymi  
parafiami los obszedł się łagodnie a inne szalenie doświadczał .Pismem z dnia 17 kwietnia 1944r.powiadamiał Władze Kościelne we  
Lwowie ks.Jan Czyrek,dziekan buski i proboszcz Kamionki Strumiłowej o spaleniu Budek Nieznanowskich,Jazienicy Polskiej,Berbek  
,Turek Maziarni Kamioneckiej .Miało tam zginąć 30 osób .Dokładniej poinformował o tym ks.Jan Skrabalak z Budek Nieznanowskich .20  
kwietnia 1944r.We wsi Sokole umieściła się komenda banderowców.Jej dowódca bywał u Kreishauptmanna Joachima Nehringa w  
Kamionce Strumiłowej otoczeniu kilku adiutantów z ukraińskich policjantów .Dnia 25 marca 1944r.dokonano napadu na Maziarnię  
Wawrzykową.Zginęło tutaj 22 osoby .Dnia 27 marca 1944r.spalono Berbeki gdzie zginęło 9 osób.W tym samym czasie spalono Turki.Dnia 
 28 marca przeszli przez Budki Nieznanowskie partyzanci radzieccy w sile od 3 do 4 tysięcy ludzi.Odział ten kwaterował po wsiach  
ruskich.Na torach kolejowych dniem i nocą zakładali miny ale na terenie Budek Nieznanowskich oskarżyli Polaków o sabotaż .Ludzie bojąc 
 się o swe życie zaczęli nocować w lesie i na terenie tartaku ,gdzie była niemiecka obsługa do ochrony toru kolejowego.Napadu na Budki  
Nieznanowskie dokonano z 4 na 5 kwietnia 1944r.przez odziały ruskie generała Własowa i esesmańskie.Polacy bronili się.Zostali ograbieni  
o odstawieni do Kamionki Strumiłowej.Ciężką tragedię przeżyli mieszkańcy Budek Niezabitowskich w 1944r.Banderowcy urządzili napad  
na Polaków w czasie mszy świętej .Ostatecznej likwidacji wsi dokonali Niemcy .Dali oni Polakom godzinę czasu na opuszczenie wsi .Przy  
ryku bydła opuścili wieś ,Niemcy natychmiast spalili wszystkie domy .Pozostał tylko sam kościół .Jeden z niemieckich oficerów  
,prawdopodobnie katolik ,przybył do Kamionki Strumiłowej ,przydzielił księdzu Władysławowi Baczmadze ,tamtejszemu wikariuszowi  
konwój żołnierzy i polecił zabrać pozostawiony w czasie mszy św.Najświętszy Sakrament .Ks.Baczmaga przywiózł Najświętszy Sakrament  
i szaty liturgiczne do Kamionki Strumiłowej .Po tym fakcie Niemcy spalili również kościół. 
W pobliżu Kamionki Strumiłowej leżała parafia Tadanie ,z zabytkowym drewnianym kosciółkiem.W latach wojny duszpasterzem był tutaj  
emerytowany katecheta gimnazjalny w Kamionce Strumiłowej ,ks.dr.Jan Kutnowski.Wieś ta nie miała napadów od strony banderowców  
,ale pogróżki były ciągłe .Każdej nocy naklejano na na drzwiach polskich domostw by "Polacy wynosili się za San,w razie pozostawania tu  
dłużej wyginą co do jednego".Przerażeni Polacy wyjeżdzali za Tadań na zachód do Polski głównie do Tryńczy koło Przeworska. 
Względny spokój miał też Żelechów Wielki .Napadu tutaj nie było ,banderowcy obawiali się ,ponadto w pobliżu stacjonowali Niemcy  
,którzy dawali pewną ochronę wsi . 
Do parafi Kamionka Strumiłowa należał szereg wiosek leżących po prawej i lewej stronie Bugu.Na wiosnę dokonano napadu na wioskę  
Berbeki ,które zniszczono i zamordowano 16 osób a wsród wyrafinowanych męczarni zginął Józef Buczyński ,ktoremu wydłubano oczy i  
wyrwano język.Zburzono nowo wybudowany kościół dla Polaków a dawniejszy drewniany spalono.Część ocalałej ludności szukała  
schronienia w lasach,część uszła do Kamionki .Jeden z Ukraińców uratował Marię Berbekę z dzieckiem,która ukryła się w rowie  
przydrożnym.Spalono wtedy także polską wieś Turki. 
Sytuacja polskiej ludniści w parafi Kamionka Strumiłowa stawała się tragiczna,leżała ona na pograniczu Wołynia skąd bulbowcy i  
banderowcy posuwając się niszcząc polskie wsie i mordując ludność polską ,jeżeli ta nie schroniła się w miasteczkach.Przybywające odziały 
 banderowców na teren parafi w Kamionce Strumiłowej ,usadowiły sie we wsi Sokole ,skąd regularnie i zorganizowanie dokonywano  
napadów, w których uczestniczyli nie tylko mężczyżni i kobiety ale i dzieci.Wytworzyła się taka sytuacja że Polacy na kilka dni naprzód  
wiedzieli ,która wieś bedzie palona a ludność mordowana.Do czerwca 1946r.niemal wszystkie wioski w liczbie 17 należące do parafi  
Kamionka Strumiłowa zostały spalone .W Gaiku koło Kamionki Strumiłowej los dotknął straszliwie rodzinę Kędziów i Kowalów  
.Wymordowanych członków tych rodzin pochowano w zbiorowej mogile uratowało się tylko dziecko ,które matka padając na kołyskę  
zasłoniła własnym ciałem.Dziwny symbol i straszny za razem "śmierć matki --za życie dziecka" 
Ciężkie koleje losu przechodziła parafia Hanaczów .Ludność Hanaczowa udało się uratować w znacznym procencie już po pierwszym  
napadzie.Kiedy po pierwszym napadzie zaczęli wyjeżdzać z Hanaczowa ,ludzie starsi kobiety i dzieci.Ukraińcy obsadzili drogi i mordowali  
każdego .Wyjazd z Hanaczowa stał sie praktycznie niemożliwy.Rozbijali dzieci ,kłuli bagnetami kobiety strzelali mężczyzn.Dopiero Biłka  
Szlachecka ,wieś podlwowska zdołała ocalić ludność Hanaczowa .Mianowicie chłopi biłeccy jeżdzili dwa razy do Hanaczowa mając do  
obrony sześciu niemców z "Reiterieschwadron Galizien",których udało sie pozyskać do tej akcji.Ludność Hanaczowa osiedliła się w obu  
Biłkach i Czyszkach.Na miejscu w Hanaczowie pozostała tylko obrona z franciszkaninem ,którą pod pozorem niszczenia polskich  
partyzantów rozbili Niemcy.Przy przejeżdzaniu przez Hermanów z uratowaną ludnością hanaczowską ,na którą żal było patrzeć była tak  
biedna i wymęczona napadami banderowców.Ukraińcy dali powód do napadu na tychże hanaczowian.Znajdujący się w ubezpieczeniu  
Rosjanin "im dienste der deutsch Wehrmacht"wszedł do ruskiego domu w Hermanowie i zabrał świąteczne bułki .Ukraińcy podnieśli krzyk  
że Polacy ich rabują i zaczęli biec z cmentarza do wsi na ,którym znajdowali się z okazji święta .Na ten widok Rosjanin wystraszony rzucił  
granat .Ukraińcy odpowiedzieli strzałami z Czarnuszowic zaczęła nadchodzić pomoc dla Ukraińców .Zaczął się zamęt. 
W Hermanowie wzmogła się strzelanina.Lada moment spodziewano sie napadu na Biłkę Szlachecką .Mężczyżni obstawili wieś.Na taki  
widok  
zmobilizowanej wsi Ukraińcy odstąpili od ataku.Wieczorem przyjechali autami Niemcy i aresztowali przywódców ukraińskich . 
Powstała z tego powodu jeszcze większa nienawiśc do polskiej wsi Biłki Szlacheckiej.Żaden Polak niemógł się pokazać na polu i  
pracować.Orka i siew odbywały sie w obecności uzbrojonych żołnierzy AK.Dojazd do Lwowa był utrudniony ,żaden tez Ukrainiec już sie  
nie pojawił w Biłce Szlacheckiej.Nowe najazdy niemieckiej policji na Biłkę miały miejsce z incydentem z ukraińskim policjantem  
Szabatem,którego zastrzelili nad rzeką Białką ,Niemcy kwaterujący w Barszczowicach.Policjant ten nie chciał się zatrzymać na żądanie  
Niemców ,zaczął im uciekać ,groził im użyciem broni i niszczył jakieś papiery w rzece,które miał donieść do Hermanowa. 
Na wiosnę 1944r.ludzie z całych okolic uciekali do Biłek,a więc z Hanaczowa ,Hermanowa,Jakterowa,Żurawnik,Wyżnian ,Kurowic  
,Zuchorzyc ,Połonic, Dziedziłowa, Mikłaszowa.Inni Polacy uciekali na zachód .Tak wyjechał Jaryczów Nowy,część Barszczowic. 
Biłczanie przyjmowali wszystkich .Byli zdani na wszystko.Koscioły były przepełnione.Ludzie modlili się gorąco.Banderowcy podchodzili  
pod wieś ale zawsze zostali odparci.
POWRÓT