DRUGA WOJNA ŚWIATOWA
POWRÓT
Ostatnie dni sierpnia 1939 roku mieszkańcy Bilki Szlacheckiej przeżywali w napiętej atmosferze. Niektórych mężczyzn powołano do wojska. Mówiło się o 
zbliżającej się wojnie ,mimo to dla wielu wybuch wojny był zaskoczeniem. Ks. Wincenty Urban wspomina że w dniu 1 września nad Lwowem pojawiły sie 
niemieckie samoloty i bombardowały ważniejsze obiekty w mieście. Wkrótce mieszkańcy wsi mogli obserwować ze swych domów naloty niemieckie w 
rejonie Lwowa,który stawiał opór niemcom.Broniący się Lwów był zasilany przez polskie oddziały .Niektóre z nich przechodziły przez Biłkę Szlachecką.
Piotr Niedzielski wspomina:  pamiętam kawalerię 14 pułku Ułanów Jazłowieckich. Przyjechali 
,kwaterowali jedną noc i pojechali na Lwów. U nas na podwórku było z 10 koni ułańskich. Ułani spali w 
stodole na sianie. Nie było artyleri ,mieli tylko krótkie karabiny. Zjedli sniadanie i pojechali. Było to około 
10 września 1929 r.Klęski ponoszone w walce z Niemcami w całym kraju wywołały lawinową ucieczkę 
ludności w kierunku wschodnim.Wielu z nich zatrzymywało się we wsi na ,krótki odpoczynek.Taki 
obraz utkwił w pamięci mlodocianych wówczas biłczan.
W 1939 roku,po 10 września ,masę ludzi widziałem ,jak uciekali na wschód,ale najwięcej było 
policjantów. Podchorążacy nocowali u nas {Piotr Niedzielski}
Dużo aut przyjechało z ludnością cywilną i duzo ludzi na rowerach. Wszystko się gromadzilo wokół policji. W parku przez trzy lub cztery dni ,dwóch 
żołnierzy paliło jakieś papiery,pieniądze,jakieś książki. Przywożono im to samochodami.My jako dzieci ,przyglądaliśmy się temu {Jan Bednarz}.
Wojsko Polskie przechodziło przez Biłkę Szlachecką .Szli biedni,mieli poodparzane nogi .Mój tato im jakieś ubrania dawał .My im jeść dawali{Janina 
Grabowska }
Wojsko Polskie uciekało na Rumunię cały dzień i cała noc drogą od Barszczowic przez Jasłowice.Widziałem jak dwa dni jechały rozmaite auta,działa i 
działka,wieżli konno i pojazdami pancernymi {Eugeniusz Sękowski}.
Przybyli do Biłki uchodżcy,którzy uciekali przed Niemcami z Warszawy.Mówili że są z rządu.Pełno ich było. Byly auta, autobus.Były kobiety, dzieci z 
zabawkami.Byli w naszym sadzie ,nocowali u nas.Ojciec rozmawiał z jednym panem,który mówił " mamy jeszcze jedną droge na Zaleszczyki " . Pamiętam 
,była taka pani Zosia z takim panem z Poznańskiego,ona była tylko w sandałach,a juz było zimno { Zofia Sękowska } .
Rząd przejeżdzał przez naszą wioskę : samochody rządowe ,wojsko. Oni tylko w nocy się poruszali. W dzień był spokój . Szybko i sprawnie przeszli .Przez 
trzy godziny kolumny jechały ,jeden za drugim bez oswietlenia .Myśmy nie wiedzieli ,że to rząd. Nikt nie wiedział . Dopiero póżniej dowiedzieliśmy się . 
Cywile jechali rowerami ,szli pieszo traktem gliniańskim. Część szła przez wioskę .Zatrzymywali się tylko z braku wody lub jedzenia ,albo był ktos chory. 
Około 15-16 września już była cisza {Michał Fiałkowski }

Któregoś dnia Zofia Sebastian była świadkiem niecodziennego wydarzenia . Na Tarnawce w pobliżu jednego z czworaków spostrzegła żołnierza w randze 
porucznika ,tarzającego się w trawie. Zaskoczona jego zachowaniem,podeszła żeby zorientować się co się stało. Po krótkiej wymianie zdań zrozumiała ,że 
był to wyraz rozpaczy z powodu przegranej wojny. Na jej oczach żołnierz zerwał z czapki orzełek i wyrzucił go w symbolicznym geście ,wypowiadając 
zyczenie ,by choć on pokonał wroga ,skoro Wojsko Polskie nie zdołało tego dokonać. Mówiło sie we wsi ,że dużo polskiego wojska poszło na Węgry . 
Widziano rozbrajających się żołnierzy. Jan Bednarz wspomina : polska kawaleria cofnęła sie do naszej Biłki . Już pewnie wiedzieli ,że tu Niemcy a tam Ruskie i
 tak się kręcili ,to tu to tam. A jak nadszedł wieczór to się rozbroili w leśniczówce,między Biłką Szlachecką a Biłką Królewską .Tam broń spalili ,a potem sie 
rozeszli.Niektórzy chodzili po domach i zamieniali mundury na ubrania cywilne.Do polskich żołnierzy często strzelali nacjonaliści ukraińscy.

Oddziały Armi Czerwonej wkroczyły do Biłki Szlacheckiej 19 września .Wygląd radzieckiej armi wzbudzał zdziwienie mieszkańców wsi .   Jan Bednarz 
wspomina :  T o było do dnia.Kawaleria ruska ,jechała na koniach .Póżniej przyszła piechota . Zamiast sobie gotować ,biegali po domach ,kupowali chleb i 
inne produkty .Umundurowani byli byle jak .Mieli ubrania z drelichu. Wyglądali jak banda a nie wojsko.Rozłożyli się na polach wokół Biłki Szlacheckiej .Nie 
widziałem żeby mieli namioty .Siedzieli i spali byłe gdzie.
 W szczególny sposób zapamietał wkroczenie Rosjan do Biłki Szlcheckiej  12-letni wówczas Michał Fiałkowski { Fiałkowscy mieszkali w południowej części 
wsi ,niedaleko kościoła.Prowadzili rzeżnię i ubojnię bydła oraz sklep z mięsem i wędlinami }. Wcześnie rano obudziła nas zapłakana matka ,babcia także 
płakała.Mówią "ubierajcię się,Ruscy przyszli". Tej nocy zabrali ojca {Franciszka Fialkowskiego }.Nie było go 3-4 miesiące.Zabrali go jako tłumacza do 
weryfikacji map polskich ,swoich nie mieli. Wozili go po wszystkich miejscowościach, aktualizować mapy.Lwów się jeszcze bronił,. Ojciec był świadkliem 
jak przyjeżdzali łącznicy z oblężonego Lwowa do Ruskich aby pertraktować.
Radzieccy żołnierze ,po wkroczeniu do Biłki ,rozeszli się po polach pojawili w obejściach mieszkań ,poszukiwali jedzenia. Wiesława Kubiczek mówi że byli 
glodni . Wszedł do mieszkania Ruski,chciał chleba.Tato dał chleba .Chcieli mleka . Tato dał dwie bańki ,przynósł żeby ponalewać .Zabrali mleko.

Rosjanie spenetrowali zabudowania Fiałkowskich ,zażądali przygotowania posiłku ,rozlożyli się w obejściu .Michał Fiałkowski zanotował :  wokół stajni 
,podwórko,cały ogród zasłany był snopkami owsa i przydeptanego siana . Mołojcy zaczęli się krzątać zeby przygotować coś do jedzenia.Rozniecono ognisko 
,zaczęły krzyczeć ,kury,kwiczeć świnie ciągnione i zabijane tuz przy ognisku. Od kogo je przywlekli --niewiem,gdyż u nas świń nie było
Dwunastoletni Piotr Niedzielski również się zetknął z Rosjanami .  Opowiada : wkroczyli w nocy --kawaleria.Zatrzymali się u nas . Mieliśmy duże 
podwórze.Pozwolili mi wsiąść na konia .Następnego dnia odjechali w kierunku Lwowa.Z naszego ogrodu i z podwórka było widać główną szosę. Tam stał 
czołg na czołgu ,ciężkie czołgi. Żołnierze mieli karabiny na sznurkach,płaszcze podarte .Kupa karabinów leżała w Gajach-Czyżykowie {dwa kilometry od nas}
 w sadzie koło karczmy. Tam Rosjanie rozbrajali Polaków a Ukraińcy brali broń.My chłopcy paśliśmy krowy na pastwisku i zaraz jak kawaleria odjechała 
,poszliśmy tam popatrzeć .Nawet karabin sobie wziąłem i strzelaliśmy.

Żołnierze radzieccy pojawili się także w lesie ,na północnym krańcu wsi.Ludzie opowiadali ,że tam pozostało dużo broni porzuconej przez polskich żołnierzy.  
Piotr Jary ,który mieszkał na Nowej Ulicy,spowodowany ciekawośćią udał się ,razem z Franciszkiem Górskim do pobliskiego lasu. Natknęli się tam na 
Rosjan. Wesśmy do lasu ,patrzymy : a tu siodło leży ,tam jakiś koc .Nagle słyszę "Pastoj" .Pierwszy raz w życiu zobaczyłem rosyjskiego żołnierza .Był z 
karabinem z piką ,w spiczastej czapce ,i do mnie po rusku , a ja nigdy  w życiu nie słyszał ruskiej mowy. On do nas "w pieriod" i goni nas pod karabinem w 
las,przez szosę i dalej w las .Zapędził nas w miejsce ,gdzie było trzech Rosjan z karabinami .Kazali nam zbierać rozrzuconą po krzakach broń : karabiny,szable
 ,na kupę rzucać i potem to palili.A sami mieli broń na sznurkach,zamiast na paskach--i nosiliśmy. W pewnym momencie do Górskiego mówię "uciekajmy" i 
uciekliśmy .
Michałowi Fiałkowskiemu utkwiło w pamięci wydarzenie z 20 września 1939 r.Mieszkaliśmy jeszcze wtedy w domu dziadków Sękowskich { w pobliżu 
kościoła }. Ruscy przyprowadzili sześciu czy siedmiu żołnierzy polskich ,szeregowców,chorych.Żołnierze usiedli przed domem .Pilnowali ich 
Ruscy.Przyszedł felczer i kazdemu z nich dał zastrzyk,za 15 minut nikt z nich nie zył. Podjechała furmanka ,zabrali ciała .Działo się to na moich oczach.

Po klęsce wrześniowej ,niektórzy biłczanie biorący udział w wojnie powracali do rodzinnej wsi .Jednym z nich był Michał Łupak.Jego oddział walczył w 
rejonie Sandomierza i tam dostał się do niewoli niemieckiej.Michałowi Łupakowi udało się zbiec.W tym czasie skapitulował już Lwów.Warunki kapitulacji 
przewidywały wymarsz oficerów,wojska i policji ,oraz przescie bez broni na teren Rumuni.Ale dowództwo radzieckie złamało umowę {nie pierwszy raz 
zresztą} i zagarnęło wychodzące szeregi do transportów na wschód.  W czasie drogi do domu Michał Łupak,natknął się w okolicach Przemyśla na patrole 
radzieckie.Gdy oznajmił że wraca z niewoli niemieckiej to puszczono go wolno.Dzięki pomocy napotkanych Polaków uniknął ponownego ujęcia przez 
Niemców.
Maszerując pieszo w kierunku Biłki Szlacheckiej,natknął się w Lasach Janowskich na ślady krwawych walk z Niemcami   .W pobliżu Janowa mijał dużą  
,świeżą mogiłę pokrytą hełmami polskich żołnierzy {Ciężkie walki w tym rejonie ,prowadziły oddziały polskie pod dowództwem gen.Kazimierza  
Sosnkowskiego w dniach 16-17 września 1939 r.ich celem było przedostanie się do Lwowa.}     .Poraz drugi spotkał żołnierzy radzieckich już za  
Lwowem        Tym razem również nie byli do niego wrogo usposobieni,poczęstowali go nawet chlebem.{we Lwowie zginął krewny żony Michała  
Łupaka,Katarzyny--powstaniec śląski Roman Gondek w broniącym się Lwowie zorganizowany został nawet batalion z byłych powstańców  
śląskich,ktorzy włączyli się do obrony Lwowa.} 
O zachowaniu się Rosjan w tym czasie mówi także Jan Bednarz  .Jego ojciec ,Franciszek Bednarz,powołany do wojska w 1939 r.,walczył z Niemcami  
,którzy pokonali jego oddział w okolicach Lubaczowa stamtąd postanowił przedostać się do Biłki Szlacheckiej  .We Lwowie ojciec i inni żołnierze zostali  
rozbrojeni przez Rosjan   .Rosjanie oglądali ręce polskich żołnierzy ,kto miał dlonie spracowane to puszczali do domu,jeżeli gładkie-zabierali.Ojca  
wypuścili.Wrócił do domu w mundurze. 
W wielkiej tajemnicy była utrzymywana wiadomość o pobycie we wsi gen Kazimierza Sosnkowskiego   .Zatrzymać się miał w domu Żuławów.Ojciec  
rodziny był krawcem  .Żuławowie mieszkali na Pagórku ,w środkowej części wsi nalężącej do Jasłowic ,nieco na uboczu .W pobliżu znahdował się folwark 
  i posterunek policji  .Jedenastoletnia wówczas córka Władysława Żuławy ,Janina wspomina,że generał Sosnkowski nocował ukryty w stodole a ojciec  
przygotował dla niego przebranie  .Jej starsza siostra pamięta  ,Zofia pamięta więcej:   Oni ,to znaczy generał Sosnkowski i towarzyszące mu osoby u  
stryjka Ludwika Żuławy jedli kolację .Niechcieli tam nocować ,tylko w naszej stodole.
Zygmunt Żuława,II wojna światowa
                                                                                                                                      
Przyszło do nas dwóch panów {do Biłki przybyło z nimi więcej osób ale gdzieś się zapodziali}.Jeden 
był  
wysoki,drugi niższy.Ubrani byli po cywilnemu.Nie pamiętam,gdzie rano jedli 
śniadanie.Zapamiętałam,że jak  
od nas wychodzili to pytali o drogę.Ojciec ze stryjkiem tłumaczyli im ,jak mają iść.To wszystko 
odbywało  
się w tajemnicy przed obcymi i przed dziećmi                                                                           
.Jak odeszli ,ojciec zawołał mnie i powiedział 'Wiesz kto to  
był?.Jak umrę żebyś wiedziała .To był generał Kazimierz Sosnkowski
Generał Kazimierz Sosnkowski tak to opisuje:  Rozkaz naczelnego wodza z dnia 17 września 1939 r. dotyczącym przejścia wojska na Węgry i o  
przekroczeniu granicy Polskiej ,przez wojska radzieckie dotarły do mnie 19 września.Po zaprzestaniu walk w rejonie Lwowa,w przebraniu i pod  
zmienionym nazwiskiem,przedzierałem się w kierunku granicy południowej państwa.Przez znajomych zostaliśmy skierowani do Bilki Szlacheckiej ,wsi  
czysto polskiej.Przybywałem tam w dniach 22-23 wrzesień 1939 r.Niebawem odszukaliśmy chatę pana Z.zamożnego włościanina i działacza chłopskiego 
 .Powołanie się na profesora X z Dublan odniosło natychmiastowy skutek.Przyjęto nas z serdeczną ,pełną prostoty gościnnością.Do wieczerzy oprócz  
nas dwóch to znaczy Ja i ppłk.Demel i pana Z,zasiadł również jego kuzyn,podoficer prowiantowy ,jednego z garnizonów małopolskich.Nasz gospodarz  
z najgłębszą troską rozważał niepewną przyszłość.Podoficer rozprawiał z ożywieniem o swoich przeżyciach wojennych,nie szczędząc barw jaskrawych i 
 przesadnych. W pewnej chwili padło moje nazwisko: opowiadający twierdził że widział mnie na własne oczy ,jadącego w towarzystwie niemieckich  
generałów.Pomimo dbałości o zachowanie swojego incognito,nie mogłem się powstrzymać ,by nie zaprzeczyć tej fantastycznej wersji. 
Widocznie moja reakcja była zbyt gwałtowna i zwróciła jego uwagę,gdyż po wieczerzy szeptał po kątach z domownikami,rzucając ukradkowe  
spojrzenia na mnie.Nocleg był przygotowany w stodole, na pachnącym sianie.Zgodnie z naszą prośbą obudzono nas o świcie : chcieliśmy wyruszyć  
wcześnie i dotrzeć za dnia możliwie daleko na południe.Nasz gospodarz dał nam adres znajomych w Stryju.Zauważyłem ,iż jego ujmująca gościnność  
wzrosła od dnia wczorejszego.Obydwaj z kuzynem uwijali się dookoła mnie,krytykując mój strój ,twierdząc że mam wygląd zbyt inteligencki i że istnieje  
małe prawdopodobieństwo żebym w tym przebraniu dotarł do granicy.Po dłuższych deliberacjach przyniesiono stary ,mocno wyszarzany  
garnitur.Spodnie były nieco przykrótkie,postrzępione u dołu i nosiły slady długoletniej slużby w postaci plam różnego rodzaju i kształtów.Pani Z.dokonała  
dorażnych adaptacji krawieckich,po czym powierzchowność moja zyskała aplauz obecnych.Ich znaczące,aczkolwiek dyskretne zachowanie się  
nasuwało myśl że zostałem rozpoznany.
dorażnych adaptacji krawieckich ,po czym powierzchowność moja zyskała aplauz obecnych  .Ich znaczące,aczkolwiek dyskretne zachowanie się  
nasuwało myśl że zostałem rozpoznany.
UŁANI