Pieśń o męczennikach
Pieśń o męczennikach 
 
 
Proszę posłuchajcie o wyrażnym słowie  
Co się stało wieczór w naszym Hanaczowie 
Nie jest to zakryty,lecz w okrutny sposób 
Tam pomordowanych siedemdziesiąt osób. 
 
Proszę posłuchajcie o smutnej nowinie, 
co się stało w wieczór w dziewiątej godzinie 
Był pamiętny wieczór drugiego lutego 
Gdy zamordowali nie tylko jednego 
 
Była noc głęboka,księżyc jasno świeci  
Z czterech stron wsi naszej jakaś banda leci 
Gdy pod wsią stanęli , rakiety puszczali 
I zaraz w tej chwili ,cała wieś się pali 
 
Najprzód patrzymy w stronę od naszej granicy  
Jak tam ojciec chowa dziadki do piwnicy 
Bo ich bardzo kochał by ich nie pobili 
Tam pada ofiarą zaraz w tej chwili 
 
Upada na ziemię i zamyka oczy , 
trafiła go kula , aż mu mózg wyskoczył 
Dziatki rozmawiały , że ojciec na dworze 
i tylko czekały kiedy im otworzy 
 
A jedna rodzina kiedy krzyk usłyszała  
Na dwór wylatuje,pewnie skryć się chciała  
Córka,tak jak biegła zabita została  
A syn na chałupie,a matka w łóżku spała 
 
Nie było ratunku,ni żadnej pomocy 
Tylko jęk żałosny wśród tej jasnej nocy 
Znowu biegł z płomieni jakiś głos urwany: 
Matka syn i córka - już pomordowane 
 
A najbliższy sąsiad niewie co go czeka 
Zabrał dziatki ze snu,na pole ucieka. 
trafiła go kula jak przez pole leci 
Upada na ziemie,kończy swoje zycie. 
 
Nie no upadł ojciec,ale i syn jego 
Którego zabili całkiem maleńkiego, 
Trafiła go kula przez małe serduszko, 
Leży na murawie,jak we włsnym łóżku. 
 
A tu jedna matka z dziateczkami dwoma, 
Uciekała z niemi , bo tak przestraszona 
Trafiła na bandę,która mordowała 
Zaraz ją i córkę nożami witała 
 
A gdy już na ziemi leżała wraz z córką leżała 
To małego chłopca piersią zasłaniała 
By go nie zabili,bo jeszcze maleńki 
By nie upadł smiercią od katowskiej ręki. 
 
Także jeden ojciec porwał dziatki swoje, 
Uciekał z nimi - zabili ich troje 
A czwarta dziewczyna ciężko ranna była  
i strasznych morderców bardzo się prosiła 
 
A tu znów jednego staruszka zabili  
Tu najpierw mieszkanie jego obstąpili. 
Dziatki rozproszyli,tak jak z gniazda ptaków 
on zamordowany na kopcu ziemniaków 
 
A jedna rodzina ,gdy pożar ujrzała 
Do piwnicy dziatki niewinne zabrała 
By tu skryć przed smiercią,ratować im zycie, 
By jeszcze z godzine zostac na tym swiecie. 
 
Gdy w piwnicy były,w milczeniu siedziały, 
Pożaru nad głową niezauważały. 
A płomień ogniwo już do drzwi się ruszał 
Nie uciekła z domu ani jedna dusza. 
 
A zaś wartowników,którzy warowali , 
Gdy mordercy przyszli,to ich zatrzymali, 
Jeden z bandy krzyknął by się połozyli, 
Pchali w nich bagnety wiele tylko chcieli. 
 
Nie no padli starsi i dziatki niewinne , 
którzy opuścili swe domy rodzinne, 
Nie jeden zostawił drobne dzieci ,żony 
I sam tak jak struna lezy rozciągniony. 
 
Tu jedna kobieta zabita została , 
Która z lękiem z chaty na dwór uciekała 
Po smierci jej jeszcze jeden jej nóż wsadzili, 
tak się nad niewinną okrutnie pastwili. 
 
A druga tak samo na dworze stała  
I na swym podwórku zabita została 
Po śmierci jej nogi siekierą rąbali 
i tak swą kulturę pokazywali. 
 
Niedaleko od niej jest panna raniona, 
Kończy swe zycie strasznie upragniona, 
Wyspowiadała się na drogę wieczności, 
Dziś już patrzy na nas z górnej wysokości. 
 
A ten znowu leży na progu swej chaty : 
gdy pocisk go trafił odrzucał zagaty, 
Pożaru ratował a nie wiedział tego, 
że mu za chwilę nie trzeba niczego. 
 
Inna banda bieży drogą od Zagóry, 
Strasznie rozjuszona,jak gradowe chmury 
I w jedno mieszkanie przez drzwi się włamała , 
I całą rodzinę żywcem mordowała. 
 
Jak pomordowali jeszcze podpalili, 
I ci nieboracy w ogniu się skwarzyli, 
Tylko z tej rodziny dziewczynka została, 
Która się przed śmiercią pod łóżko schowała. 
 
Zaś matka nieboszczka na ławie siedziała, 
Do naga przed piecem spalona została 
Nic jej nie zostało po tej strasznej śmierci 
Tylko ten medalik,co miała na piersi. 
 
A tu dwóch mężczyzn też zamordowali  
Jednemu dwanaście bagnetów wepchali, 
Co za straszna boleść była w ranach jego ! 
Tak pokazywali jak kochać bliżniego. 
 
Tu znowu mężczyzna ,rozciągnięty leży 
Który swoje zycie położył w ofierze, 
Pilnował nas wszystkich i bronił się dzielnie 
Aż upadł nareszcie w katowskie piekielnie. 
 
Zostawił on żonę ,bo był jeszcze młody, 
Teraz poszedł od nas po wieczne nagrody, 
A więc pamiętajmy wszyscy dobrze o tym, 
Bo jeszcze zostawił maleńką sierotę. 
 
A jedna staruszka za piecem siedziała , 
płomień ją przypiekł ,spalona została  
O jaka to straszna śmierć uduszonego, 
Bo nie ma już żadnej pomocy dla niego. 
 
O jakaż to smutna nastała nowina, 
Tu zamordowali ojca , a tu syna, 
Ojciec był na łóżku, bo był schorowany, 
Na tym samym łóżku syn zamordowany. 
 
Syn jeszcze żył dobę,bo był postrzelony, 
Młode serce jego żalem obciążone, 
Kończy swoje zycie,bo był ciężko ranny, 
A tamten w mogile został pochowany, 
 
I jednego starca także mordowali 
"Gdzie reszta rodziny ?" jego się spytali, 
On nic nie powiedział o swojej rodzinie, 
Strasznie zamęczony upada i ginie. 
 
Tam jeden mężczyzna w domu chory leżał , 
Jak ten krzyk usłyszał do sieni pobieżał, 
Lecz jak drzwi otworzył to oni już byli, 
I zaraz go w sieniach za drzwiami ubili. 
 
Matka,córka z wnuczką już w mieszakniu spały , 
Nagle krzyk gwałtowny jakiś posłyszały, 
Skryły się za ścianą rąbanego drzewa, 
Na pewno ze strachu serce im omdlewa. 
 
Matka niespokojna stamtąd uciekała, 
Zaraz na podwórzu zabita została  
A córkę za drzewem straszna śmierć została, 
Tylko na pamiątkę dziewczyna została. 

A jeden mężczyzna na to wszystko patrzył,
Gdy w domu rodzinnym pożar zobaczył 
To leciał ratować swoje dziatki miłe,
Żeby tylko mu się w ogniu nie spaliły.

Jeszcze nie doleciał już na ziemię pada,
I już jego serce ze wszystkich sił opada.
Leciał on ratować rodzinnego domu ,
Jego poratować teraz nie ma komu.

Jedna matka z córką w mieszkaniu w mieszkaniu siedziała,
I o strasznej śmierci nawet nie myślała ,
Aż tu do mieszkania przez drzwi się włamali ,
Zaraz matkę z córką kołem mordowali.

Żeby to się tylko na tym zakończyło!
Proszę,posłuchajcie ,jak dalej było :
Po śmierci i ciała siekierą rąbali,
Aż kawałki ciała po ścianach bryzgali.

Na końcu wsi naszej było troje osób ,
Też pomordowani w barbarzyński sposób ,
Córka z matką swoją na polu leżeli,
A ojca po śmierci do ognia wrzucili.

Na tym kończymy Pieśń o Męczennikach,
Którzy byli w strasznych tych katowskich rękach,
Skończyli pielgrzymkę oni z tego świata,
Na pewno czekaka ich tam wieczna zapłata.

Na koniec słuchajcie jak ich pogrzebali,
W sobotę,w niedzielę mogiły kopali,
W dziewiątej godzinie w poniedziałek rano,
Do kościoła ciała wszystkich wprowadzono.

Po pogrzebie wspólnie mogiły sypali,
By dziatki maleńkie ojców pamiętali,
Niech się tu popatrzą na wielkie pamiątki,
Bo tu spoczywają bohaterskie członki.

Maleńkie sieroty co nie pamiętają,
i o swoich ojcach nieczego nie znają,
Kto wojnę przeżyje by im tłumaczyli,
Jakie tutaj dusze spoczęły w mogile.

Niech ich te dziateczki często wspominają,
I do Matki Boskiej modlitwy błagają
Niech ich zaprowadzi do swej wiecznej chwały ,
Żeby po prawicy Chrystusowej stały.

Złóżmy na mogiły najwdzięczniejsze wieńce,
Bo zginęły panny i dzielne młodzieńce,
Więc zanieśmy wspólnie te żałobne pienie,
Daj im Jezu Drogi wieczne odkupienie.

          KONIEC                                                         
POWRÓT
Pięśń tę ułożył Andrzej Mucha ,mieszkaniec Hanaczowa ,obdarzony pięknym głosem - śpiewał ją w Biłce 
Szlacheckiej zarabiając w ten sposób na chleb.Pózniej spisali ją Ojcowie Franciszkanie ze Lwowa i tak przetrwała do 
naszych czasów i pewnie wielu starszych mieszkańców Hanaczowa ją pamieta lub słyszało o niej
Andrzej Mucha autor tekstu "Pieśni o
męczęnnikach".Mieszkaniec Hanaczowa.
POWRÓT