Pacyfikacja Hanaczowa przez oddziały SS
Po ewakuacji większości mieszkańców w Hanaczowie pozostało z ludności polskiej około 140 starych kobiet i mężczyzn i około 80 
Żydów w większości kobiet i dzieci w różnym wieku. Nie widzieli sensu wyjazdu ,gdyż utracili wszystkich najbliższych podczas 
ostatnich napadów banderowców. Ulokowano ich w "Trójkącie obronnym" opiekę nad nimi objął oddział dywersyjny AK w liczbie 
92 żołnierzy w tym 80 Polaków ,10 Żydów i 2 Sowietów pod dowództwem Pawła Jastrzębskiego "Strzały" .Ta duża grupa ludności 
bardzo utrudniała operatywność oddziału ,który nie mógł się wycofać do lasu i był narażony na likwidację przez 
Niemców.Szczególnie dużą trudność nastręczało wyżywienie tak dużej grupy ludzi.
Dowództwo oddziału cały czas zabiegało u inspektora AK we Lwowie o pomoc przy ewakuacji ludności cywilnej ,co umożliwiloby 
wycofanie oddziału do lasu w rejon Kopania ,Świrza,tym bardziej że informatorzy z okolicznych miejscowości oraz "przecieki " z 
policji kryminalnej ,donosiły że Ukraińcy systematycznie dostarczaja Niemcom niezbitych dowodów na istnienie oddziału 
partyzanckiego w Hanaczowie.Dzięki dobrej organizacji wywiadu zawsze w porę udawało się zamaskować rzeczy ,które mogły 
wskazywać na pobyt we wsi partyzantów.
Gdy przyjeżdzali Niemcy , wychodziły do nich kobiety i starcy ,czasem pojawiał się ksiądz .Na widocznym miejscu ,w pobliżu 
kościoła hanaczowianie gromadzili wtedy kosy i siekiery , jako jedyne zabezpieczenie przed napadem banderowców.
27 kwietnia jeden z posterunków obserwacyjnych zawiadomił że do wsi zbliża się dośc spora grupa Niemców,większa niz to się 
zdarzało uprzednio. Oddział usunął się z "Trójkąta obronnego " i skrył się w kilku budynkach w południowo-wschodniej części wsi, 
skąd sadami oddział mógł przedostać się do Hanaczówki i dalej do lasu.
Szesnastu niemieckich żandarmow po przyjeżdzie do wsi zatrzymało się przed starą plebanią i wszystkich spotkanych tam ludzi 
--około 30 osób--postawili z rekami na szyi pod murem . "Darling" zauważył ,że Niemcy kierują się w stronę nowej plebani. Nie 
mógł się juz z tamtąd wycofać,a do tego miał jeszcze na sobie części munduru gestapowca. Wziął "Książkę informacji " i razem z 
dyżurującym partyzantem ,Żydem schronił się w pokoju ,gdzie mieścił się szpital chorych na tyfus plamisty. Tam niedługo myśląc 
,zdjął górną częśc munduru gestapowca i połozył się obok chorej dziewczyny na tyfus.Było to zresztą jedyne wolne miejsce gdyż na
 wszystkich pozostałych łóżkach leżało po dwóch chorych.Partyzant który wszedł wraz z nim ,położył karabin na podlodze przykrył 
go płaszczem i polożył się na nim nakrywając się kocem ściągniętym z łóżka. Po chwili w drzwiach stanęło dwóch żandarmów z 
automatami gotowymi do strzału ,zlustrowali pokój , w którym leżało 20 wynędzniałych osób i szybko zamknęli drzwi.
Po pobieżnyn przeszukaniu "trójkąta obronnego" , na terenie którego nic nie znależli podejrzanego, żadnych świadectw 
stacjonowania oddziału partyzanckiego,zwolnili ludzi stojących pod murem plebani i odjechali ze wsi .."Darling " po dwóch 
tygodniach zachorował na tyfus plamisty.Wieczorem 30 kwietnia 1944 roku przyjechał na inspekcję Oddziału Leśnego do 
Hanaczowa dowódca Inspektoratu Lwów-Południe , major Anatol Sawicki "Młot " wraz ze częścią sztabu , w skład którego 
wchodzili rotmistrz Bronisław Kawka-Dębiński "Andrzej " i kapitan Jan Antonow "Janek" .
W odbytej naradzie oprócz członków sztabu inspektoratu brali udział : dowódca oddziału porucznik "Strzała " , ksiądz Błaż ,oraz 
podporucznik "Janek i podporucznik "Darling". Po złożeniu przez dowódcę oddziału por."Strzałę " raportu dotyczącego stanu 
osobowego oddziału i jego uzbrojenia ,oraz warunków wycofania z Hanaczowa ,ppor."Darling " przedstawił dane wywiadu na temat
 zagrożenia akcją niemiecką i oddziałów UPA.Banderowcy rozlokowani w pobliskich miejscowościach wycofali się w ostatnich 
dniach , czego dowodziła ewakuacja ludności ukraińskiej z Hanaczówki oraz zaprzestanie napadów na Hanaczów .Natomiast w 
Przemyślanach i Kurowicach zatrzymał się ,rzekomo na odpoczynek ,duży oddział SS .Przyjazdy Niemców zwielokrotniły się 
.Ppor."Janek " przedstawił stan ludności cywilnej -polskiej i żydowskiej ,pozostałej w Hanaczowie , a ksiądz Błaż poinformował o 
stanie chorych na tyfus i rannych.Zapadła decyzja że w najbliższych dniach nastąpi ewakuacja ludności cywilnej i chorych z 
Hanaczowa furmankami ,pod osłoną oddziałów z Biłki Szlacheckiej i oddziałów AK z Czyszek do tych wsi.Oddział zdecydowano 
przenieść do lasu w rejon miejscowości Kopań-Świrz.
Nastąpiła też zmiana dowódcy oddziału partyzanckiego --por."Strzała " został przeniesiony do sztabu Inspektoratu we Lwowie a na 
jego miejsce mianowano kapitan Antonowa "Janek".Rano 1 maja , kiedy opuściło Hanaczów dowództwo Inspektoratu,przystąpiono 
do przygotowania ewakuacji i przeniesienia oddziału partyzanckiego do lasu hanaczowskiego , w stronę leśniczówki Bieleckiego ,w 
pobliże Kopania.Ustalono że "Darling" wraz z 25 żołnierzami pozostanie na noc w "Trójkącie obronnym" ,by ochraniać ludność 
cywilną i chorych , a kapitan "Janek " z resztą oddziału uda się wieczorem do lasu i wrazie ataku nieprzyjaciela przyjdzie na 
odsiecz.Po zapadnięciu zmroku większa część oddziału z kapitanem "Jankiem"wycofała się do domów w pobliże 
Hanaczówki.Planowano w razie ataku Niemców przedostać się do lasu.Przez całą noc posterunki obserwacyjne nie donosiły o 
niczym podejrzanym  . Około godziny 4 rano 2 maja posterunek obserwacyjny od strony północno-wschodniej zauważył cienie 
wśród drzew , potwierdził to także posterunek po stronie południowej "Darling " natychmiast wiadomośc do kapitana "Janka " że 
prawdopodobnie wieś okrążyli Niemcy ,również od strony lasu i została jeszcze jedna droga wolna w strone Podjarkowa przez 
podmokłe łąki ,na które Niemcy nie mogli wejść z ciężkim sprzętem 
bojowym.Łącznik nie zastał kapitan "Janka " w miejscu postoju .Jednocześnie "Darling " zarządził alarm i wyznaczył punkty oporu 
i wydał rozkaz żeby nie otwierac ognia ,dopuki Niemcy nie podejdą pod "Trójkąt obronny" ,na odległośc pewnego strzału,lub nie 
zechcą przeprawić się przez pastwisko ,co udaremniłoby wycofanie się reszty oddziału z kapitanem "Jankiem" .Trwało to około 25 
minut .Ksiądz z sanitariuszkami i łączniczkami "Stefcią", "Zośką", "Jagodą", "Helą", "Różą" i "Czarną" zajął się ulokowaniem 
rannych ,chorych i ludności cywilnej w bunkrach .Gdy się bardziej rozwidniło .Niemcy zauważyli wycofujących się potokiem w 
kierunku Podjarkowa partyzantów i usiłowali przejść przez pastwisko ,aby im to uniemożliwić .Zołnierze z "Trójkąta obronnego " 
otworzyli ogień .Niemcy mieli straty i zatrzymali się .W tym samym czasie przy wciąż trwającej kanonadzie oddział niemiecki około 
25 żołnierzy przypuścił atak na "Trójkąt obronny" na odcinku pólnocnym od strony cmętarza.Gdy znalazł się na otwartym terenie 
został skoszony ogniem obrony.Niemcy nie spodziewająć sie tak silnej obrony -ponieśli duże straty .Nasiliło się wtedy ostrzeliwanie 
z dział małokalibrowych i broni maszynowej. 
W tym samym czasie ppor.Jan Dyl wraz z czterema partyzantami miał przygotować podwody do wyjazdu ludności cywilnej ,znalazł
 się w zabudowaniach najbliżej niemieckich posterunków .Silny ostrzał z niemieckiej broni maszynowej nie pozwolił mu się wycofać
 Nie mając amunicji z ginął wraz z towarzyszącymi mu partyzantami w płomieniach palącego się domu.
Do walczących w "Trójkącie obronnym" partyzantów dołączyła tymczasem część oddziału , która z kp."Jankiem " miała się 
wycofać do lasu . Nasilający się ostrzał niemiecki zniszczył większośc budynków w "Trójkącie obronnym " , gdyż do akcji weszły 
czołgi .Wydarcie się z okrążenia ,pozostałej części oddziału było niemożliwe . Dowodzący obroną "Darling" wydał rozkaz 
stopniowego wycofania się do przygotowanych bunkrów i innych zamaskowanych miejsc i piwnic . Do ostatniej chwili częśc 
oddziału prowadziła ogień zaporowy . Widząc zbliżające się czołgi ,ściągnieto ostatnie posterunki do bunkrów. Wycofujący się na 
końcu "Darling " ze swoim adiutantem "Gabrysiem" i przybyłym w ostatniej chwili z oddziału kp."Janka " ,"Spokojnym" z 
erkaemem,założyli kamieniami i zamaskowali wejście do bunkra ,gdzie była już ukryta częśc oddziału ."Darling " polecił "Żbikowi " 
dowództwo obrony bunkra . Sam z "Gabrysiem " i "Spokojnym " czołgając się wśród drzew pod silnym obstrzałem niemieckim 
,kontrolował zamaskowanie włazów do innych bunkrów . W piwnicy gospodarstwa Kresunia przygotowali stanowisko obrony .Mieli
 ręczny karabin maszynowy i broń krótką ,ale bardzo mało amunicji .Właz zamaskowali częściami zwęglonych ścian i słomy ze 
spalonego spichlerza .Po chwili usłyszeli płacz dziecka ,zauważyli że stoi tam płacząca żydowska dziewczynka . Rozsunęli osłonę i 
wciągnęli ją za nóżki do piwnicy.
Niemcy obawiając się wejsć do środka wsi ostrzeliwali zabudowania z czołgów i ciężkiej broni maszynowej ,przez prawie półtorej 
godziny .Po tym czasie wjechali do środka wsi czołgami ,dokładnie przeszukując teren ,burząc stojące budynki ,szukając przytym 
partyzantów i bunkrów . Napotykanych starców ,kobiety i dzieci mordowali na miejscu . Tak zginęło dwóch kulawych braci--Józef i
 Kazimierz Skotnik , Karolina Nieckarz ,Zofia Łęgowa oraz kilkanaście kobiet i dzieci żydowskich , którzy nie zdążyli się skryć w 
bunkrach .
W południowo-zachodniej części wsi ,w zabudowaniach Michała Dżogi .SS-mani odkryli bunkier z przechowującymi się tam 15 
Żydami .Wszystkich ,wraz z ukrywającymi i gospodarzami , Michałem i Agnieszką Dżogą ,zamordowali a zabudowania spalili.
"Darling " i "Spokojny " , schronieni w zawalonej piwnicy , postanowili bronić się do ostatniego naboju .Czekając na Niemców 
,odmówili "Pod Twoją Obronę" ,wraz z nimi modliła się mała 7 letnia dziewczynka żydowska.Zapytana,skąd umie modlitwę po 
polsku ,odpowiedziała że chodziła często spać do kościoła wraz z matką i starszą siostrą i tam nauczyła się różnych pacierzy od 
kobiet polskich .  {Póżniej , w sierpniu 1944 r. siostra tej dziewczynki ostrzegła "Darlinga " przed aresztowaniem przez NKWD }.
Niemcy pomimo intensywnych poszukiwań ,nie odnależli bunkrów położonych w "Trójkącie obronnym" i w jego rejonie ,poza 
jednym w gospodarstwie Dżogów. W bunkrach tych znalazło schronienie wielu żołnierzy Oddziału Leśnego ,oraz wiele osób 
cywilnych ,ogólem około 60 Polaków i Żydów . Wszyscy poza kilkoma zaczadzonymi się uratowali . Natomiast złapanych w 
Kościele .Niemcy zabrali na drogę przed kościołem . Trzech rannych żołnierzy ukrtytych na strychu kościoła ,wywlekli przed 
kościół i bestialsko zamordowali . Jednym z nich był 18-letni Mikołaj Wojtowicz "Junak" . Z grupy stojącej przed kościołem 
SS-mani starali się wyłowić ludność żydowską,co nie bardzo się udawało.
Niektórych Żydów roztrzelano na miejscu .Większośc , wraz z 30-osobową grupą ludności polskiej , wśród których było dwóch 
żołnierzy Oddziału Leśnego --Zygmunt Blumski i Tadeusz Szul "Venus" , zabrano do Pohorylec i oddano w ręce gestapo . Póżniej 
przewieziono ich do więzienia przy ulicy Łąckiego we Lwowie . Kobiety,przeważnie starsze ,w tym wiele Żydówek ,które nie 
rozpoznano ,puszczono wolno.Według relacji "Strońcia" , kpt."Janek" wczesnym rankiem wyruszył z miejsca postoju do lasu w 
kierunku Hanaczówki .Na granicy 
Hanaczówki zwiad oddziału natknął się na patrol niemiecki i po wymianie strzałów wycofał się.. W tym czasie rozpoczęło się silne 
ostrzeliwanie Hanaczowa . Kpt."Janek " zorientował się że jest okrążony ,więc postanowił się przedostać do Hanaczowa i tu z łąk 
pomiędzy gospodarstwem Mikołaja Bednarza zwanego Szwabem i Józefa Dobosza "Wiatraka" ,przebić się przez teren całkiem 
odkryty do lasu hanaczowskiego odległego o 1500 m.Akcja ta była niewykonalna ,bo pod lasem okopali się Niemcy .Po kilku 
próbach przedarcia się , podczas których poległo kilku żołnierzy ,między innymi i kpt."Janek" ale ciała nigdy nie odnaleziono.Reszta 
oddziału wycofała się do środka wsi . Część zasiliła broniący się oddział "Darlinga" a częśc schowała się w bunkrach i piwnicach.
Drużyna "Puchacza" z grupą sowiecko-żydowską wycofała się potokiem w kierunku zachodnim docierając do Biłki Szlacheckiej .
Po zaginięciu kpt."Janka" ,dowództwo nad oddziałem objął "Darling" .Zmuszony był do natychmiastowej obrony przed 
banderowcami ,którzy myśląc że w Hanaczowie wszyscy zostali zabici przez Niemców ,szli do wsi rabować.Po odparciu 
banderowców na wieś "Darling" wraz z księdzem Błażem i Józefem Chruścielem ,opracowali plan ewakuacji pozostałej ludności 
cywilnej oraz chorych i partyzantów .Zdecydowano,że pod osloną nocy oddział trzeba wycofać do lasu , a stamtąd do Przemyślan i 
Świrza ,gdyż przy tak małej liczbie żołnierzy i braku amunicji ,nie zdołałby się obronić przed bandami UPA .Ludnośc cywilną i 
chorych postanowiono odesłać do Świrza . Zajęto się przygotowaniem noszy ,do transportu rannych i chorych ,gdyż wozy i konie 
zabrali Niemcy .Do Przemyślan i Świrza wysłano łączników do tamtejszych dowódców AK by przygotowali kwatery dla żołnierzy 
.Tymczasem po odejściu Niemców przeszukano teren ,by znależć rannych i zabitych .Oprócz wielu zabitych Żydów natrafiono na 
ciała 16 żołnierzy i kilku osób cywilnych ,oraz zwęglone zwłoki Jana Dyla .Zabitych grzebano na miejscu wykorzystując często w 
tym celu rowy strzeleckie .Straty Niemców według Franciszki Rudawskiej ,którą SS-mani złapali w kościele ,wynosiły około 27 
zabitych i wielu rannych .
Kiedy zapadł zmrok , rozpoczął się smutny wymarsz z bohaterskiej wsi , położonej wśród lasów i otoczonej ze wszystkich stron 
ukraińskimi wioskami ,wsi która pod dowództwem Armi Krajowej ,pierwsza na terenie Małopolski Południowo-Wschodniej oparła 
się barbarzyńskim hordom UPA ,płacąc za swą polskośc ogromną daninę krwi swych mieszkańców .Dawała schronienie wielu 
Polakom z ukraińskich wsi i setkom ludności żydowskiej .Uległa w końcu barbarzyńskiej przemocy oddziałów SS. Mało kto z 
mieszkańców Hanaczowa zdawał sobie sprawę z tego ,że po raz ostatni widzi tę najdroższą ,od wieków polską ziemie rodzinną i 
opuszcza ją na zawsze.
  
                                   
POWRÓT
Przedstawieni do odznaczenia Krzyżem Walecznych--wyróżniających się w 
tej bitwie żołnierzy i oficerów Armi Krajowek
Należy także dodać że wielu żołnierzy ,którzy bohatersko polegli w walce z wrogiem imion i nazwisk -nigdy nie udało się ustalić.


plut.Józef Chruściel "Ryś"
kpr. Mikołaj Kwaśniewski "Strońć"
      Jan Lipowicz "Płaneta"-pośmiertnie
Nieznany "Tułacz" -pośmiertnie
plut.Michał Zalipski "Żbik"
kpr.Józef Zukrowski " Ryś"
plut.Kazimierz Dyla "Kazik"
kpr. Kazimierz Kwaśniewski "Monter"
Bronisław Burek "Jurek"
Kazimierz Bednarz "Jowisz"
kpr.Piotr Figurski "Wicek"
Jan Piwowar "Janusz"
Antoni Bednarz "Gabryś"
kpr.Michał Rębisz "Biały"
Jan Figurski "Lampart"
Albin Uryga "Spokojny"
Jan Bojczuk "Żelazny"
Kazimiera Wojtowicz "Zośka" -za ukrywanie rannego oficera - skoczka z Londynu i bardzo niebezpieczną pracę łączniczki.
Michała Urygę "Jarzębina"
kpr.Ignacy Horniak " Kanon"
Kazimierz Niebylski "Bartek"
Mikołaj Wojtowicz "Janek" posmiertnie"
Alfreda Olszowska " Jagoda" za uratowanie życia wielu rannym żołnierzom.

Major Anatol Sawicki "Młot" wystąpił z wnioskiem o trzykrotne odznaczenie Krzyżem Walecznych kpt.Jana Antonowa "Janek",a 
Krzyżem Srebnym Orderu Virtuti Militari ppor.Jana Dyla "Janka "-"Mariana"
Kapelan oddziału ksiądz ppor.Franciszek Wiktor Błaż "Wiktor"-"Mróz" został odznaczony dwukrotnie Krzyżem Walecznych a 
ppor.Antoni Wojtowicz "Darling"Krzyżem Srebnym Orderu Virtuti Militari.
POWRÓT